Wiec w obronie stoczni

Podczas wczorajszego wiecu „Solidarności” przed II Bramą Stoczni Gdańsk pracownicy protestowali przeciwko próbom likwidacji ich zakładu pracy. – Chcemy udowodnić, że za to, iż Stocznia Gdańska dobrze się gospodarzyła, nie powinna być karana i nie powinno być likwidacji stoczni poprzez likwidację pochylni – powiedział nam wiceprzewodniczący „Solidarności” SG Karol Guzikiewicz.

Obecny na wiecu Jarosław Kaczyński zarzucił rządowi PO – PSL, że za mało zrobił dla ratowania stoczni, lekceważąc m.in. wizyty w Brukseli w siedzibie KE. Dodał, że nie wiadomo, co rząd robił, bo „wyników nie widać”. – Wiec jest także w obronie stoczni, tej stoczni, która daje chleb i jest symbolem wolnej Polski. Nie byłoby wolnej Polski bez tej stoczni – podkreślił były premier.

Jarosław Kaczyński zwrócił się także z apelem do przewodniczącego Komisji Europejskiej José Manuela Barroso o niepodejmowanie decyzji niekorzystnej dla polskich stoczni, ponieważ KE w ten sposób podniesie „rękę na dziesiątki tysięcy ludzi, (…) rękę na Polaków”. Zaapelował o mądrą decyzję w sprawie polskich stoczni. – Polska musi być krajem morskim – podkreślił w czasie przemówienia były premier. Kaczyński dodał, że jest gotów z każdym stanąć w obronie stoczni. – Na tym wózku chętnie stanąłbym z każdym, nawet z Lechem Wałęsą. Wzywam także jego – chociaż tu nie przyjechał – by zwrócił się do Brukseli, by zwrócił się do pana Tuska i ministrów, by bronili stoczni – stwierdził prezes PiS.

Dodał, że mamy długie wybrzeże, duże porty i stocznie i nie można tego zaprzepaścić. Decyzja KE niszcząca stocznie – zdaniem Kaczyńskiego – „położy się długim cieniem na stosunku milionów Polaków do UE”. – Nie podejmujcie takiej decyzji – powiedział, zwracając się do Barroso.

Wczoraj w Gdańsku Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” poparła działania organizacji zakładowych związku w stoczniach w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie w obronie miejsc pracy.

W wiecu, który zakończył się odśpiewaniem hymnu narodowego, wzięło udział kilkaset osób.

Według Guzikiewicza, na wczorajszy wiec zaproszono wszystkich, którzy chcą bronić stoczni. – Również polityków. Dostaliśmy tylko potwierdzenie od PiS na temat obecności Jarosława Kaczyńskiego. To jest chwila prawdy dla polityków. Lech Wałęsa mówił, że będzie bronił stoczni jak niepodległości. PO mówi, że stoczni nie chce zamknąć, ale do stoczni ani jedni, ani drudzy przyjść nie chcą. Uważamy, że każdy, kto dzisiaj był w stoczni, jest jej przyjacielem – powiedział nam wiceszef stoczniowej „Solidarności”.

Wiec zorganizował m.in. Komitet Obrony Stoczni, który powstał w 1988 r. i zbiera się w sytuacjach kryzysowych. Składa się z ludzi z różnych organizacji, nie tylko „Solidarności”.

Związkowcy podkreślają, że w celu ratowania ich zakładu mogą tylko protestować. W stoczni trwa referendum, które zakończy się dzisiaj. Da ono odpowiedź na pytanie, jak ludzie oceniają ISD i czy związki mają prowadzić akcję protestacyjną. – Dzisiaj nie dostaliśmy pełnego wynagrodzenia, tylko od 40 do 80 procent. Obawiamy się jednak, że ISD chce zrobić interes na deweloperce gruntowej, a nie na budowie stoczni – mówi Guzikiewicz. Takiemu stanowisku zaprzecza Ministerstwo Skarbu Państwa. – Stocznie będą prowadziły produkcję stoczniową, ale nie tylko. Będzie także produkcja elementów stalowych. Będą obostrzenia w umowie prywatyzacyjnej, które mają zagwarantować, że produkcja stoczniowa nie zostanie wstrzymana – powiedział nam Maciej Wewiór, rzecznik MSP.

Przedwczoraj odbyło się spotkanie przedstawicieli stoczniowców z Gdyni oraz firmy ISD Polska w resorcie skarbu na temat restrukturyzacji tego zakładu. Wziął w nim udział minister Aleksander Grad. Na spotkanie nie zaproszono przedstawicieli Stoczni Gdańsk, chociaż rozmowy dotyczyły ewentualnego połączenia obu przedsiębiorstw. – Jest to próba rozgrywania stoczni przeciwko stoczni. Nie jesteśmy przeciwko Gdyni ani ISD tylko za tym, aby Stocznia Gdańsk istniała i realizowane były inwestycje i produkcja statków. Dzisiaj mówi się o połączeniu, a w ogóle nie mówi się o programie ISD dla samej Stoczni Gdańsk – powiedział nam Guzikiewicz. Rzecznik MSP wyjaśnił, że nie zaproszono nikogo ze Stoczni Gdańsk, ponieważ spotkanie było ze związkami stoczni, które nie są sprywatyzowane, a Gdańsk należy już do ISD Polska.

Komisja Europejska dała Polsce czas do 12 września na przygotowanie nowych planów restrukturyzacji stoczni. Brak ich akceptacji przez KE oznacza, że zakłady będą musiały zwrócić pomoc publiczną, którą otrzymały już po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, co może skończyć się ich bankructwem.

Wczoraj rząd przyjął plan udzielenia dodatkowej pomocy publicznej dla stoczni. Dla stoczni szczecińskiej pomoc ma wynieść ok. 400 mln zł, a dla stoczni gdyńskiej i gdańskiej wsparcie z budżetu – ok. 835 mln złotych.

Zdaniem Marka Dietla z Instytutu Sobieskiego, obecny rząd podjął działania dotyczące stoczni zdecydowanie za późno. – Działają z bardzo dużym opóźnieniem. Na początku minister Grad zajął się wymienianiem rad nadzorczych w różnych spółkach, a nie zajął się tym tematem. To wszystko robione jest za późno. Okazało się, że granice cierpliwości urzędników unijnych nie są rozciągalne w nieskończoność – powiedział nam Dietl.


Paweł Tunia
drukuj