TV Trwam jest alternatywna

Odmowa miejsca na multipleksie dla Telewizji Trwam zbyt długo bulwersuje
opinię publiczną. Wywołuje protesty i głosy słusznego oburzenia, również ze
strony Polaków, którzy nie należą do fanów tej Telewizji. Tego faktu nie mogą
zrozumieć szczególnie ludzie mieszkający na Zachodzie, gdzie nierówne
traktowanie obywateli bywa ostro piętnowane. Negatywny stosunek Krajowej Rady
Radiofonii i Telewizji do Telewizji Trwam potwierdza starą maksymę, która głosi,
że to jest najważniejsze w życiu publicznym, o czym nie mówi się wcale albo
niewiele. Tak jest w mediach i w polityce.

Odpowiedzią jest argument siły

W obronie Telewizji Trwam wytoczono już niemal wszystkie argumenty, dzięki
czemu obywatele mogą poznać mechanizmy rządzące procedurą wydawania decyzji,
które albo zapewniają rozwój mediów, albo prowadzą je do upadku. Przy okazji
obnażane są kontrargumenty z ich żenującym poziomem, a nawet z użyciem chwytów
rodem z propagandy sowieckiej. Ostatnio np. podczas debaty komisji
parlamentarnych na temat Telewizji Trwam zastosowano stary manewr odciągający
typu: "A jak u was w Ameryce bije się Murzynów to dobrze?". Zabieg taki
stosowany w celu zakłócenia porządku w prowadzonej debacie jest chytrze
zakamuflowaną manipulacją. Szkoda, że w parlamencie Rzeczypospolitej wraca się
do metod, które już dawno znalazły się na śmietniku działań skompromitowanych.

Okazuje się, że w tego typu dyskusjach siła argumentu nie ma większych szans.
Na różnych forach odwoływano się do takich motywów, jak wolność mediów, ich
pluralizm czy zasada równego traktowania obywateli. Należy przypuszczać, że
odwoływanie się do sumienia decydentów również byłoby bezcelowe. Może dlatego,
że coraz powszechniej Polaków przekonuje nie siła argumentu, lecz argument siły,
tzn. definitywnie i bezwzględnie podjęta decyzja o nieprzyznaniu Telewizji Trwam
miejsca na multipleksie. Znajduje to ochocze poparcie w mediach lewicowych i
liberalnych, a nawet w mediach publicznych, które jako własność Narodu wspiera
katolicka społeczność, płacąc abonament.

Media alternatywne atutem demokracji

W PRL pocieszano się, że z tą wolnością mediów nie jest aż tak źle.
Żartowano, że przykładem tego jest choćby taki "kołchoźnik". Można go było
przecież uruchomić o wybranej przez siebie godzinie i również w dowolnym czasie
wyłączyć. Można też było odbierać program ciszej albo głośniej. A nawet wolno go
było wcale nie zakładać. Historia PRL nie zna przypadku, żeby kogoś zmuszano do
założenia "kołchoźnika". Nie zanotowano też przypadku, że kogoś nie chciano
podłączyć do sieci tego radia, które później ironicznie nazywano "prototypem
telewizji kablowej". Jakże więc duży był to "margines wolności", niestety,
wyłącznie w świecie złudnej iluzji. Tymczasem niektórzy uczniowie z techników
szli jeszcze dalej. Oto o północy, po zakończeniu programu, korzystając z wolnej
linii, nadawali z magnetofonu własne treści. Zasięg był niewielki, zaledwie w
obrębie sąsiedztwa, o czym nazajutrz szeroko rozprawiano. Wszak słowa i muzyka
były inne niż w programie oficjalnym. Młodzi pasjonaci nie nazywali tak tego
zjawiska, ale to były przecież spontaniczne pierwociny radia alternatywnego, a
więc innego niż radio "oficjalne", będące własnością partii i pilnujące jej
politycznej linii. W PRL nie było miejsca dla mediów alternatywnych, byłyby one
bowiem zagrożeniem dla systemu komunistycznego. Choć sama idea takich mediów
znalazła swoją realizację w obrębie mediów drukowanych jako pisma i książki
"drugiego obiegu".

Należy podkreślić, że na polu mediów funkcjonujących w państwie najważniejsze
są dwa symptomy autentycznej demokracji: wolność wypowiedzi oraz możliwość
zakładania mediów alternatywnych. Wybitni autorzy nie wymieniają w tym nurcie
innych symptomów, jak np. pluralizm mediów czy równe traktowanie wszystkich
nadawców. Media alternatywne są ważne z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego,
że stanowią najlepsze remedium na monopol medialny w państwie, a ponadto razem z
innymi mediami (publicznymi, komercyjnymi i społecznymi) zdolne są
odzwierciedlić równowagę sił w społeczeństwie. Dlatego stanowią ten składnik
mediosfery, który przyczynia się do poszerzenia dostępu do sektorów
zawładniętych przez uprzywilejowane elity. Media alternatywne spełniają jeszcze
jedną misję specjalną w państwie – zdolne są uchronić obywateli przed powstaniem
oligarchicznego systemu mediów, który prowadzi do monopolu w dziedzinie mediów,
a tym samym nie zapewnia obywatelom pełnej i wiarygodnej informacji. Staje się
też zagrożeniem dla ładu medialnego w państwie.

Jedyna w Polsce telewizja alternatywna

Telewizja Trwam wykazuje wszystkie cechy medium alternatywnego. Jest jedyną w
Polsce telewizją tego typu. Wystarczy zwrócić uwagę na jej stosunek do takich
zjawisk, jak poprawność polityczna, udział obcego kapitału czy relacje do
gigantów typu telewizja publiczna i telewizje komercyjne. Telewizja Trwam jest
ich uzupełnieniem, w warstwie wartości i w realizowanym programie, zachowując
jednocześnie swoją tożsamość. Dzięki odważnie praktykowanej interaktywności
razem ze swoimi widzami realizuje się w misji na rzecz dobra wspólnego. Jako
taka stała się symptomem demokracji w Polsce. W krajach, gdzie demokracja jest
kwestionowana, nie ma mediów alternatywnych.
Nie powinien dziwić fakt, że widzowie Telewizji Trwam przeżywają poczucie
zagrożenia w związku z nieprzyznaniem jej miejsca na multipleksie. Negatywne
doświadczenia z przeszłości pogłębiają ten stan. Katolicy w Polsce pamiętają o
trudnościach związanych z przyznaniem częstotliwości dla Radia Maryja. Jednakże
jeszcze większą przestrogą powinien być dla społeczeństwa niesprawiedliwy
podział spuścizny po zlikwidowaniu koncernu RSW Prasa – Książka – Ruch. Całość
majątku przeszła w ręce ugrupowań liberalnych i lewicowych. Najbardziej przykre
jest pominięcie środowisk, które w PRL tworzyły niezależną prasę oraz wydawały
książki i czasopisma w drugim obiegu. Już wtedy lękano się konkurencji ideowej i
politycznej ze strony mediów alternatywnych – gdyby takowe mogły powstać.

Czyżby dziś lękał się ktoś dalszego rozwoju jedynej w Polsce telewizji
alternatywnej? Byłaby to rażąca sprzeczność z elementarnymi zasadami demokracji.

Ks. bp Adam Lepa

drukuj