Świadkowie nieszczęść i cudów

Na 18 lutego br. został wyznaczony termin rozpoczęcia Kapituły Generalnej Paulinów. Wydarzenie to zbiega się w czasie z uroczystymi obchodami 700-lecia oficjalnego zatwierdzenia zakonu przez Stolicę Apostolską. W XIII stuleciu od imienia egipskiego eremity, św. Pawła z Teb, żyjącego w latach 228-341, wzięła nazwę węgierska wspólnota zakonna: „Bracia Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika” – utworzona z rozproszonych po naddunajskich lasach i grotach skalnych pustelników. Z czasem ks. kard. Gentilis de Monte Florido, legat Papieża Klemensa V, nadał owej wspólnocie pustelniczej regułę św. Augustyna i oficjalnie zatwierdził dekretem „Qui saecularia” z 13 grudnia 1308 roku. Właśnie owa data leży u podstaw obecnie świętowanego Roku Paulińskiego.

W Polsce duchowi synowie św. Pawła z Teb kojarzeni są głównie z Jasną Górą, dokąd przybyli z Węgier w 1382 roku. Zamieszkali na wzgórzu przy niewielkim kościele, w którym wkrótce umieścili sławny Obraz Matki Bożej, przywieziony z Bełza przez księcia Władysława Opolczyka. W toku historii Jasna Góra stała się duchową stolicą Polaków, symbolem wierności i religijności Narodu, a także – jako pierwszy klasztor pauliński w Polsce – matką innych domów zakonnych. Obecnie jest siedzibą najwyższych władz zakonu paulinów, który z czasem, na skutek wielu historycznych zawirowań, przeniósł swoje duchowe centrum z Węgier do Polski.


W kluczu jasnogórskiego charyzmatu


W ciągu wieków zmieniał się duchowy profil zakonu i jego posłannictwo. Zasadniczo pustelniczy charakter pierwotnej wspólnoty ewoluował w kierunku wyznaczonym przez znaki czasu. Z uwagi na wyzwania pastoralne związane z powierzeniem paulinom licznych sanktuariów maryjnych, zakon przybrał znamiona wspólnoty kontemplacyjno-czynnej. One to wyznaczają charakter duchowości paulińskiej, na którą składają się między innymi takie cechy, jak: kontemplacja Boga w samotności, umiłowanie modlitwy liturgicznej i pokuty, kult maryjny, działalność duszpasterska jako służba pielgrzymującemu ludowi Bożemu.

W Polsce duchowość ta przybrała swoją szczególną formę, którą Ojciec Święty Jan Paweł II wyraźnie określił mianem charyzmatu jasnogórskiego. W zamyśle Papieża ewangelizacyjne posłannictwo Jasnej Góry winno stanowić centralne odniesienie dla całej aktywności paulińskiej na polskiej ziemi. Misję tę wyrażają trzy słowa klucze: „ambona”, „ołtarz” i „konfesjonał”, kryjące w sobie istotną treść charyzmatu jasnogórskiego, który nieodłącznie wpisuje się w sens obecności paulinów w Kościele.

Wspomniany Rok Pauliński, który potrwa aż do stycznia 2009 roku, stanowi okazję do głębszej refleksji nad duchową spuścizną zakonu w świetle jego czcigodnej tradycji, pisanej w kluczu charyzmatu jasnogórskiego. Chesterton powiada, że tradycja to demokracja obejmująca umarłych (poszerzona o tych, którzy odeszli do wieczności). Ujęcie to z pewnością nie jest pozbawione głębokich racji! Spoglądając na tę prastarą „demokrację obejmującą umarłych”, na myśl przychodzą słowa natchnionej Księgi, zachęcające do „wychwalania mężów sławnych i pobożnych ojców, gdyż to sam Bóg sprawił w nich wielką chwałę” (por. Syr 44, 1-2).

Przy okazji Roku Paulińskiego nie sposób więc nie spojrzeć na owych „sławnych i pobożnych ojców”, których przecież było tak wielu w 700-letniej historii paulinów! Godzi się wysławiać ich cnoty, ich heroiczne czyny, bo – jak powiada Eklezjastyk – sam Bóg „sprawił w nich wielką chwałę”! Albowiem prawdziwy wizerunek Jasnej Góry, naznaczonej szczególnym charyzmatem, tworzą nie tyle wydarzenia, co konkretni ludzie, duchowi synowie św. Pawła z Teb. By się o tym przekonać, należy sięgnąć, choćby przez moment, do starych kronik zakonnych. Dobry przykład pod tym względem stanowi pewien fragment „Roczników paulińskich” spisanych przez ojca Mikołaja Bengera.


W duchu tradycji


Otóż jest rok 1690. Mija 35 lat od cudownej obrony Jasnej Góry. Starsi ojcowie ze wzruszeniem, ale i nie bez wdzięczności Bogu i poczucia osobistej satysfakcji wspominają czas szwedzkiego potopu, radując jednocześnie swoje oczy wspaniale odnowioną zabudową klasztorną. Jasna Góra znów odzyskała swoją architektoniczną świetność. Stała się także twierdzą duchową, jeszcze bardziej sławną… Od czasu bohaterskiej obrony Jasnej Góry powiększają się szeregi powołań paulińskich. Młodzi garną się do zakonu, bo „cnoty sławnych ojców nie zostały zapomniane” (Syr 44, 10).

Nagle, 16 lipca tegoż roku, w samo święto Matki Bożej Szkaplerznej, cała Jasna Góra staje w ogniu. Ojciec Mikołaj Benger napisał, iż srogi pożar „zniszczył i zeszpecił żarłocznym płomieniem wszystko, co piękne (…). Tak potężne wybuchły z nagła płomienie, iż udaremniły wszelkie ludzkie wysiłki opanowania ognia. Ledwie pozwoliły one braciom na ucieczkę z cel przez krużganki. Oprócz dachów klasztornych płomienie strawiły pokoje królewskie obok cel zakonnych. Żarłoczny żywioł ogarnął szczyt świątyni, a dzwon zrzucił przez zwalone sklepienie. Wdarł się na wielką wieżę ozdobioną wysokim szczytem i stopił w jedną masę zegar, wspaniałe arcydzieło. Impet ognia oderwał fronton kościoła od ściany wieży i zwalił na sklepienie świątyni. W ten sposób przez wyrwy w suficie dostał się płomień do wnętrza kościoła, obracając w zgliszcza bardzo kosztowny, w całości złocony wielki ołtarz. Pożar, niszcząc rzadkiej piękności stalle i paląc organy o wyjątkowym artyzmie, splugawił czcigodną bazylikę. Szał ognia nie poprzestał na tym zniszczeniu. Natarł bowiem na gospodarstwo położone na zboczu góry i puściwszy z dymem spichlerz pełen zboża, pozbawił klasztor chleba (…).

Budzi zdumienie i graniczy z cudem to, że podczas srogiego pożaru w kościele, niszczącego święte wizerunki, święta kaplica Cudownej Dziewicy nie doznała najmniejszego uszczerbku (…). Stopiona została jedynie blacha pokrywająca dach. Bez wątpienia ustrzegła to miejsce od żaru ognia nasza Najświętsza Opiekunka (…). Jej cudownej łasce przypisywano także i to, że nikt z ludzi osłaniających dach, by ogień nie mógł się szerzyć, nikt z otoczonych przez płomienie, skaczących ze szczytu na ziemię nie doznał uszkodzenia, nie został tknięty przez ogień. W dodatku ojciec Wiktoryn Złochowski, starzec, pozostawał w swej celi przez cały czas pożaru, odpierając wodą ogień wciskający się przez drzwi” („Roczniki paulińskie”, t. 2, oprac. M. Benger, tłum. P. Kosiak, Częstochowa – Jasna Góra 1997, s. 207-208).

By nie uronić nic z tej historii, kronikarz przekazał garść informacji o tym, co działo się później. Od razu znaleźli się możni ofiarodawcy, dzięki którym już 1 listopada tego roku, a więc po niespełna czterech miesiącach, Jasna Góra zgromadziła prawie 100 tys. pielgrzymów, którzy przybyli, by świętować uroczyste wniesienie Cudownego Obrazu do pięknie odnowionej kaplicy. Wśród pątników był również Leon Ogiński, miecznik Wielkiego Księstwa Litewskiego. Został kiedyś ugodzony pięcioma kulami przez zamachowców. Miał jednak na swej piersi miedzianą tarczę z wizerunkiem Pani Jasnogórskiej. Dzięki tej właśnie osłonie został cudownie ocalony. Na wizerunku były wszakże widoczne ślady od kul. Dlatego z wdzięczności za tę łaskę Ogiński przybył na Jasną Górę (por. jw., s. 210).

Oto fragment duchowej spuścizny św. Pawła z Teb naznaczonej przypomnianym przez Sługę Bożego Jana Pawła II charyzmatem jasnogórskim! Niepodobna, aby w Roku Paulińskim nie spojrzeć na tę przebogatą i przedziwną zarazem tradycję. Wydaje się, iż ewangelizacja w duchu owej tradycji może stać się jakby ratunkiem na obecne czasy.


Potrzebni giganci ducha


Dziś mamy wszakże do czynienia z przestraszonym chrześcijaństwem. Jak słusznie zauważył André Frossard, chrześcijaństwo zdaje się umierać ze strachu przed światem. Wielcy medialni kreatorzy rzeczywistości wmawiają nam, że takim właśnie przelęknionym, kapitulanckim chrześcijaństwem powinniśmy się zadowolić. Mamy to uczynić w imię tolerancji i otwartości, czy w ogóle w imię europejskich wartości podstawowych. Wspomniany Frossard, analizując kondycję duchową chrześcijan we Francji na początku lat dziewięćdziesiątych, zauważył, iż dzisiaj my, katolicy, nie mamy prawa nawet się bronić! Musimy zawsze słuchać. Nie wolno nam nigdy dać do zrozumienia, że jesteśmy depozytariuszami jakiejkolwiek prawdy. Mamy zapewniać agnostyka, że nie wiemy więcej niż on… (Dziś jest jakaś przedziwna moda na agnostycyzm, ów zakamuflowany ateizm – słusznie uważany przez wielu za „religię” szatana).

Duch przestraszonego chrześcijaństwa w pewnym sensie zagościł i u nas, w Polsce. Dlatego jest on niemałym wyzwaniem także dla paulinów, obdarzonych przez Boga charyzmatem jasnogórskim. Jakże potrzebni są „mężowie pobożni i sławni z potęgi”, którzy – wedle słów natchnionej Księgi – podjęliby misję prorocką „dzięki swej przenikliwości i przez swoją uczoność” (por. Syr 44, 3-4)!

Święty Paweł, patriarcha zakonu, doprawdy zadziwił i nadal nie przestaje zadziwiać świat odwagą swojego pustelniczego życia. Dzięki ogołoceniu ze wszystkiego, co zbędne w doczesności, stał się duchowym gigantem, mocarzem ducha. Na zasadzie paradoksu był tym, kim był głównie przez to, czego w nim nie było, z czego potrafił zrezygnować. W ten sposób wyraził swoją chrześcijańską tożsamość, która stała się świadectwem tak potężnym, że po dziś dzień jaśnieje na obliczu Kościoła.

Oby ten rys gorliwości apostolskiej, naznaczonej świadectwem ewangelicznego życia, nieustannie jaśniał swoim wdziękiem w charyzmacie jasnogórskim. Dzięki Bogu, że Jasna Góra nie przestaje zadziwiać Polski i świata bogactwem duchowej potęgi. Ludzie wciąż doświadczają na tym świętym miejscu cudownych znaków, wpisujących się w paulińską posługę ewangelizacyjną. Często jednak cuda dzieją się jakby daremnie, nie przynosząc właściwych owoców Bożej łaski. Może przyczyna tkwi w nas, słabych ludziach, którzy niekiedy zbyt łatwo poddajemy się grzesznemu światu, ulegając choćby lansowanej przezeń poprawności politycznej. Czy mamy dość sił, by zawsze stawać w obronie najwyższych wartości, podobnie jak to kiedyś czynił ojciec Augustyn Kordecki? Jest to pytanie, które winien postawić sobie każdy chrześcijanin, ale nade wszystko muszą się nim zaniepokoić sami paulini. Tutaj, w Jasnogórskiej Kanie, w sanktuarium Bogurodzicy, każdy szczegół paulińskiej obecności nie może nie świadczyć o czymś naprawdę autentycznym. Więcej, owa charyzmatyczna obecność ma być świadectwem męstwa w obronie godności i świętości tak bardzo zagrożonego dziś człowieka.

Niechaj za sprawą poezji i prozy paulińskiego życia zgiełk grzesznego świata uciszy się w obliczu duchowej pustyni, na której św. Paweł z Teb spotkał jedynego Pana i Boga, Jezusa Chrystusa! Ujrzał i uwierzył (por. J 20, 8)! Wszedł w sytuację, której doświadczają Święci Pańscy na czele z Bogurodzicą Dziewicą Maryją, spoglądającą na nas z Jasnogórskiego Obrazu. Dla wielu jest to może nie do pojęcia! Jednak św. Paweł naprawdę zakochał się w Bogu, którego doświadczył na pustyni. Dzięki orędownictwu tego egipskiego pustelnika każdy jasnogórski pielgrzym ma szansę wejść w misterium Miłości, by zwyczajnie zakochać się w Bogu! Piszę te słowa może w duchu zbytniego patosu, ale myślę, że Czytelnicy mi to wybaczą. Mam bowiem zaszczyt należeć do grona zakonników paulińskich – świadków ludzkich nieszczęść i Bożych cudów.


o. Jan Mazur OSPPE


Autor jest profesorem nadzwyczajnym KUL.
drukuj