Stocznie zagrożone

Komisja Europejska ostrzega

Jeśli Komisja Europejska uzna, że polskie stocznie będą musiały zwrócić około 5 mld zł środków, które uzyskały w ramach pomocy publicznej, to grozi im bankructwo. KE oczekuje, iż rząd w krótkim czasie przedstawi wiarygodny program doprowadzenia do rentowności stoczni. Minister Skarbu Państwa Aleksander Grad powiedział, że Polska dostała miesiąc na przedstawienie programu restrukturyzacji już sprywatyzowanej Stoczni Gdańsk.

Komisja Europejska spodziewała się, że do końca czerwca Polska sprywatyzuje stocznie: szczecińską i gdyńską. Prywatyzacja miała stanowić pewien rodzaj gwarancji, iż obie stocznie wyjdą na prostą i osiągną rentowność. Proces prywatyzacji jednak się wydłuża, a unijni urzędnicy ostrzegają nasz kraj, że jeżeli wkrótce nie przedstawimy przekonującego programu dochodzenia stoczni do rentowności, to będzie musiała negatywnie zaopiniować przeznaczony dla stoczni ponad 1 mld euro środków w ramach pomocy publicznej. W rezultacie stocznie musiałyby te pieniądze zwrócić, co praktycznie oznaczałoby ich bankructwo. – Jeśli polskie władze przedstawią w bardzo krótkim czasie wiarygodne rozwiązania, które będą mogły być natychmiast wprowadzone, aby zapewnić długoterminową rentowność obu stoczni, to przeanalizujemy je przed podjęciem decyzji – mówił Jonathan Todd, rzecznik Komisji Europejskiej do spraw konkurencji.

Minister skarbu Aleksander Grad dementował jednak doniesienia, że Komisja Europejska chce zobaczyć programy restrukturyzacji Stoczni Szczecińska Nowa i Stoczni Gdynia, grożąc odebraniem im środków z pomocy publicznej. Jednakże ministerstwo zwróciło się do Komisji Europejskiej o wydłużenie o kilka miesięcy czasu na prywatyzację obu stoczni. Jak poinformował Grad, KE chodzi o program restrukturyzacji Stoczni Gdańsk.

W poniedziałek Komisja Europejska wysłała do ministra skarbu pismo wzywające do udzielenia w ciągu miesiąca wyjaśnień dotyczących restrukturyzacji Stoczni Gdańsk. Problem jednak w tym, że gdańska stocznia została już sprywatyzowana na rzecz ukraińskiego Donbasu. – W procesie prywatyzacji Stoczni Gdańsk nie zadbano o to, aby inwestor uzgodnił z Komisją Europejską jej plany restrukturyzacyjne – oskarżał minister Grad poprzednie kierownictwo resortu. Dodał, że jeżeli inwestor nam nie przedstawi takiego programu, to resort skarbu nie będzie miał co wysłać Komisji, a wtedy ta może zażądać zwrotu pomocy publicznej. Nie zgadza się z tym minister skarbu w rządzie Jarosława Kaczyńskiego Wojciech Jasiński. – Trzeba było pomagać Donbasowi w rozmowach z Komisją Europejską. To zaniedbano. Przez 6 miesięcy zawalili i próbują na nas zrzucić winę – powiedział Jasiński. Jak podkreślił, podczas poprzedniej kadencji wykonano ogromną pracę, jeśli chodzi o doprowadzanie do normalności sytuacji w polskich stoczniach. – Rozpoczęliśmy restrukturyzację, proces prywatyzacji stoczni. A przypomnę, że sytuacja, jaką w sektorze stoczniowym zastaliśmy, była taka, że statki budowano ze stratą, i to w okresie koniunktury – dodał Jasiński. Przypomniał też, iż to premier Jarosław Kaczyński uzyskał po rozmowach z przewodniczącym Komisji Europejskiej José Manuelem Barroso przedłużenie ostatecznego terminu prywatyzacji stoczni do końca czerwca. Jak zwrócił uwagę Dawid Jackiewicz (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Skarbu Państwa, mimo że premier obiecał w exposé, iż będzie uważnie monitorował prywatyzację stoczni, to – jak widać – nic specjalnie się w tej kwestii nie działo. Według Jackiewicza, brak jest konkretów w sprawie żądań Komisji Europejskiej i płyną w tej sprawie różne sprzeczne informacje. Z jednej strony mówi się o żądaniu zwrotu środków pomocowych od stoczni szczecińskiej i gdyńskiej, a z drugiej strony rząd temu zaprzecza. – Całe zamieszanie obliczone jest na dezinformację i wzbudzenie niepokojów wśród załogi – dodał Jackiewicz.

Minister Grad zapowiedział, że rząd jest zdeterminowany, aby dokończyć prywatyzację stoczni. Jak poinformował wczoraj, od inwestorów wpłynęły cztery listy intencyjne na nabycie stoczni.


Artur Kowalski
drukuj