Stocznie z góry skazane na upadłość

Unijna komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes nie kryła swojego zdenerwowania podczas wczorajszego spotkania z ministrem skarbu Aleksandrem Gradem. Polski rząd po raz kolejny zwrócił się do Komisji Europejskiej o przedłużenie przygotowania umów w sprawie stoczni do końca września i nierozpatrywanie programów restrukturyzacyjnych w oderwaniu od umów prywatyzacyjnych.



Bruksela domaga się od Polski zmian w programie restrukturyzacji stoczni. W przeciwnym wypadku zażąda zwrotu 5 mld zł pomocy udzielonej w 2004 roku. Nadal bowiem istnieją rozbieżności pomiędzy wymaganiami KE a planami restrukturyzacji przedstawionymi przez stronę polską. Wszystko wskazuje na to, że kolejne dokumenty wysyłane do Brukseli były jedynie powtórzeniem wcześniej odrzuconych projektów. Oficjalne stanowisko Komisji głosi, że wciąż czeka ona na poprawki do planów prywatyzacji dla stoczni Gdynia i Szczecin. Ostateczny termin złożenia dokumentów upłynął wczoraj o północy.

Zaniepokojeni sytuacją polscy europarlamentarzyści wystosowali list otwarty do komisarz Kroes. „Pytamy, czy ludzie i miejsce, z którego rozpoczął się ruch ‚Solidarności’, obalenie muru berlińskiego, wyzwolenie Europy, mają paść ofiarą arbitralnych decyzji w Brukseli podjętych w interesie spekulantów, którzy na gruzach i gruntach stoczni chcą zbić fortunę. Żądamy takich decyzji Komisji Europejskiej, które umożliwią ratowanie i rozwój przemysłu stoczniowego w Polsce” – czytamy w liście.

W wystosowanym do Neelie Kroes liście deputowani domagają się także wyjaśnienia ostatnich doniesień, jakoby to przedstawiciel Komisji Europejskiej do spraw polskich stoczni Karl Soukup miał radzić inwestorom, by zaczekali do nieuchronnego bankructwa Stoczni Szczecińskiej i dokonali zakupu masy upadłościowej.

Tymczasem w Szczecinie 2,5 tys. stoczniowców wzięło wczoraj udział w marszu w obronie miejsc pracy. Związkowcy przekazali wojewodzie zachodniopomorskiemu petycję do premiera Tuska w sprawie stoczni. „Chcemy pracować, nie głodować”, „Sprawa stoczni – gra POzorów”, „Platfusy do Brukseli” i „Tusku, gdzie twój cud?” – brzmiały wznoszone hasła.

Minister Grad – pomimo ewidentnie ciężkiej sytuacji – nie traci optymizmu. Podczas konferencji prasowej powiedział, że polskie stocznie, bez względu na decyzję Komisji Europejskiej, będą sprywatyzowane i nie są zagrożone widmem bankructwa. Tymczasem wczoraj premier Donald Tusk oświadczył, że jest zaniepokojony położeniem polskich zakładów stoczniowych. – Sytuacja jest trudna, nie szukam nigdy odpowiedzialnych poza sobą. Ja dziś jestem odpowiedzialny za to, co się dzieje z polskimi stoczniami. Ale naprawdę mamy do odpracowania wiele, wiele lat takich skandalicznych zaniechań – oświadczył. Zdaniem premiera, to zaniedbania są powodem, dla którego Bruksela stosuje tak surowe i ostre sankcje wobec Polski. – Uważam, że niektórym urzędnikom europejskim brakuje dziś dobrej woli, dlatego bardzo twardo stawiamy sprawę – podsumował Tusk.


Marta Ziarnik
drukuj