Równia pochyła

Kapelan więzienia opowiadał o szczególnym wyznaniu, pełnym goryczy, jakie złożył mu kiedyś jeden z młodych więźniów: „Proszę księdza – mówił – mam żal do moich rodziców. Kiedy jako nastolatek przyniosłem do domu swój pierwszy ukradziony zegarek i pokazałem go im, wychodząc z pokoju, usłyszałem, jak ojciec mówił z dumą do matki: – Zuch chłopak, poradzi sobie w życiu! To był początek równi pochyłej”.

Dwa wątki przeplatają się w niedzielnej Liturgii Słowa: siła dobra obecnego w ludziach i destrukcyjna siła zła. Specyfiką jednego i drugiego jest to, że działają i rozprzestrzeniają się w świecie na zasadzie zaczynu. Wystarczy, iż w jakimkolwiek środowisku pojawi się przyzwolenie na zło, w porę niestłumione zacznie zbierać swoje smutne żniwo. Ale też kiedy człowiek pozwoli, aby rozwinęło się w nim dobro, wkrótce pojawią się jego błogosławione owoce. „Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”. Chrystusowe słowa to wyraz wielkiej wiary w siłę dobra, zakodowanego w naturze ludzkiej w chwili stworzenia, a zarazem dowód wielkiego zaufania Stwórcy do stworzenia.
Dziwić może radykalizm, z jakim Jezus mówi o problemie zgorszenia. „Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony” (Mk 9, 43). To mocne słowa, a kiedy padają z ust Jezusowych, jest to sygnał, że chodzi o coś naprawdę bardzo fundamentalnego.
Dzisiaj chrześcijanie nie dostrzegają problemu dawanego przez siebie zgorszenia. Nie chodzi tylko o konkretne czyny, które symbolizuje ręka, noga, oko. Często jest ono pozbawione imienia, twarzy. Ma oblicze poprawności, która nakazuje milczeć wtedy, gdy trzeba krzyczeć, być dumnym z tego, czego należałoby się wstydzić, a wstydzić się tego, co powinno być przedmiotem chluby. Nic dziwnego, iż prawda okrywa się mgłą. Może też być powielaniem postawy Piłata, który się łudzi, że kiedy publicznie umyje ręce, uwolni się od odpowiedzialności za zbrodnię i uciszy sumienie.
Problem zgorszenia w naszych społecznościach to problem obojętności, jaka towarzyszy wielu aspektom życia, które powinny być przeniknięte duchem chrześcijańskim (w kraju, gdzie zdecydowana większość mieszkańców deklaruje się jako katolicy), a nie są. Nihilizm zabija ducha, odbiera nadzieję. Jest przyzwoleniem na zło, które bez przeszkód może zbierać swoje smutne żniwo. Wiele tragedii życiowych w nim bierze swój początek.
„Byłem świadkiem, a nie umiałem dać świadectwa” – pisał poeta. To słowa pełne bólu i niespełnienia. Świat potrzebuje naszego świadectwa. Jego wartość wykracza poza wypełnianie tylko zbioru nakazów i respektowanie zakazów. Można przestudiować dokładnie Biblię, skończyć studia teologiczne i Boga nie odnaleźć. Ścieżki do Boga znajdują swój początek w ludzkich sercach. Dlatego Bóg stał się człowiekiem.


ks. Paweł Siedlanowski
drukuj