Oskarżenia i dezinformacje

Pomimo że od prób uratowania przed upadkiem Stoczni
Gdańskiej minęło już osiem lat, środowiska medialne, wrogo nastawione do
Radia Maryja, po raz kolejny
sięgają po nieprawdziwe argumenty. Autorzy publikacji mających zdyskredytować
rozgłośnię "zapominają", że organizatorem kwesty na ratowanie kolebki "Solidarności" był
Społeczny Komitet Ratowania Stoczni Gdańskiej i Przemysłu Okrętowego. Rozgłośnia
użyczyła jedynie subkonto, na którym gromadzono środki. Komitet – w przeciwieństwie
do stowarzyszenia "Solidarni ze Stocznią Gdańską" – nie emitował
żadnych cegiełek na pomoc dla pracowników stoczni.

Przedstawiciele Komitetu wielokrotnie podkreślali fakt, że zbierane pieniądze
miały być przeznaczone tylko i wyłącznie na wykup stoczni, nie zaś na pomoc
dla zakładu czy jego pracowników. Być może na wybiórcze traktowanie faktów
miało wpływ wiele czynników, m.in. konto, na którym gromadzono środki, czy
też mylenie akcji Społecznego Komitetu z akcją prowadzoną przez związkowców
z "Solidarności". Komitet podjął decyzję o tym, że pieniądze muszą
wpływać na odrębne konto. Sprawa była pilna, a założenie odrębnego konta bankowego
z marszu było niemożliwe. Ponieważ czas naglił, zgodę na użyczenie konta wyraził
dyrektor Radia Maryja o. Tadeusz Rydzyk. Postawił jednak warunek, że pieniądze
wpłacane będą na oddzielne subkonto, a jedynymi właścicielami i dysponentami
tych środków będą wyłącznie darczyńcy. Tak też się stało. Nigdy Radio Maryja
czy też Społeczny Komitet Ratowania Stoczni Gdańskiej i Przemysłu Okrętowego
nie prowadziło sprzedaży cegiełek.

Cegiełki od "Solidarnych"
Cegiełki emitowało natomiast stowarzyszenie "Solidarni ze Stocznią Gdańską",
którego prezesem był Marian Krzaklewski. To właśnie z tych funduszy miała być
udzielana pomoc stoczniowcom. Cegiełki kupowali głównie członkowie "Solidarności".
W ten sposób przez rok uzbierano około 5 mln złotych. Krzaklewski w wywiadach
prasowych poinformował, że uzyskane środki przeznaczono głównie na zapomogi
dla pracowników stoczni.

Stocznia poszła za bezcen
Przypomnijmy, że syndyk Andrzej Wierciński doprowadził do sprzedaży Stoczni
Gdańskiej na rzecz Trójmiejskiej Korporacji Stoczniowej. Powstała ona dwa
tygodnie przed sprzedażą. W jej skład weszły: Stocznia Gdynia, która wcześniej
była bankrutem, EVIP Progres, będący częścią firmy doradczej i finansowej,
oraz osoba związana z prezesem Stoczni Gdynia Januszem Szlantą. TKS kupiła
Stocznię za kwotę ok. 115 mln zł. Tymczasem, według niezależnych szacunków,
przedsiębiorstwo to mogło być wówczas warte ok. 3,3 mld zł. Jednocześnie
w stoczniowej kasie znajdowało się wówczas ok. 42 mln zł, które przejął nabywca.
Pikanterii całej tej sprawie dodaje fakt, że transakcji dokonano w czasie rządów
Akcji Wyborczej Solidarność. Przedstawiciele ówczesnego rządu wraz z liderem
AWS Marianem Krzaklewskim deklarowali, że zrobią wszystko, aby uratować stocznię.
Jednak skończyło się na deklaracjach i kolebka "Solidarności" została
zniszczona.
Ponieważ stoczni nie udało się uratować, Społeczny Komitet stanął przed problemem,
co zrobić ze zgromadzonymi funduszami. Na antenie Radia Maryja przez szereg
tygodni ogłaszany był komunikat, że darczyńcy powinni sami zdecydować o swoich
pieniądzach. Każdy, kto dokonał wpłaty, mógł otrzymać zwrot zdeponowanych pieniędzy.
Wiele osób z tej możliwości skorzystało, ale też wiele wyraziło wolę, aby przeznaczyć
pieniądze na inne cele.

Robert Popielewicz

Protest wobec bezpodstawnych pomówień
Wczoraj w Warszawie odbyło się spotkanie Społecznego Niezależnego Zespołu
ds. Etyki Mediów. Przyjęto wstępny harmonogram prac i wystosowano następujące
oświadczenie:
"Antysemityzm jest grzechem, ale jest również zarzutem o znamionach przestępstwa.
To ciężkie oskarżenie, którym nie można operować dowolnie, wykorzystując
go jako narzędzie walki politycznej. Zarzut taki musi być zawsze materialnie
udokumentowany. Tego typu oskarżenie zostało wysunięte przez przewodniczącą
Rady Etyki Mediów, która pomówiła jedną z niedawnych audycji Radia Maryja
o <<prymitywny antysemityzm>>. Społeczny Niezależny Zespół ds. Etyki Mediów
uważa tego rodzaju wypowiedź za naganną i nieuzasadnioną".

MM

drukuj