Nie przeżyła nawet połowa

Jednym z symboli zagłady Polaków w KL Auschwitz jest pierwszy
transport polskich więźniów politycznych. 14 czerwca 1940 r. z więzienia
w Tarnowie przywieziono tam 728 więźniów. Od czterech lat decyzją Sejmu
RP 14 czerwca obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar
Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych.

Wśród więźniów
pierwszego transportu byli m.in. żołnierze Września, członkowie
podziemnych organizacji niepodległościowych, gimnazjaliści i studenci.
Otrzymali numery od 31. do 758. Numery od 1 do 30 dostali przywiezieni z
KL Sachsenhausen do Auschwitz 20 maja 1940 r. niemieccy więźniowie
kryminalni, którym powierzono w obozie różne funkcje, m.in. kapo i
blokowych.

Polska elita

Więźniowie pierwszego
transportu pochodzili głównie z inteligencji. Byli to przeważnie ludzie
bardzo młodzi. Kilku z nich było pochodzenia żydowskiego. Ich losy
przedstawiła Irena Strzelecka w opracowaniu zatytułowanym „Mężczyźni –
transport z 14 czerwca 1940 roku – 728 osób o numerach od 31 do 758”,
które opublikowano w „Księdze Pamięci. Transporty Polaków do KL
Auschwitz z Krakowa i innych miejscowości Polski południowej 1940-1944”,
Warszawa-Oświęcim 2002.
Wielu więźniów tego transportu jesienią
1939 r. oraz w zimie i na wiosnę 1940 r. aresztowano w różnych
miejscowościach południowej Polski, kiedy podejmowali próbę dotarcia
przez Węgry do Wojska Polskiego tworzonego we Francji przez gen.
Władysława Sikorskiego. Niektórych aresztowano już po przekroczeniu
granicy, na terenie Słowacji. Hitlerowcy nazywali ich pogardliwie
„turystami” lub „granicznikami”. Należał do nich m.in. Kazimierz Albin
(oznaczony w obozie numerem 118, dzisiaj mieszkający w Warszawie), który
jako prezes Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w
latach dziewięćdziesiątych zabiegał o rozpoczęcie prac nad wspomnianymi
„Księgami Pamięci”; czy też Jerzy Bielecki (nr 243), zamieszkały w Nowym
Targu, autor głośnej książki „Kto ratuje jedno życie…”.
Wśród
aresztowanych byli także organizatorzy przerzutu na teren Węgier
ochotników do oddziałów polskich we Francji, pochodzący głównie z
Zakopanego i okolic. Byli to m.in. Józef Chramiec-Chramiosek (nr 101),
reprezentant Polski w narciarstwie klasycznym na mistrzostwach świata w
1932 r. i 1936 r., rozstrzelany w KL Auschwitz pod Ścianą Straceń 24
sierpnia 1942 r., a także Bronisław Czech (nr 349), znakomity narciarz,
olimpijczyk, zmarły w obozowym szpitalu 5 czerwca 1944 roku.
Znaczną
grupę więźniów w tym transporcie stanowili również członkowie
organizacji konspiracyjnych działających na Sądecczyźnie i terenach do
niej przyległych. Przykładowo w Związku Walki Zbrojnej (ZWZ) bardzo
czynny był Stefan Syrek (nr 238), który podczas I wojny światowej
walczył w Legionach, a ponad dwadzieścia lat później w kampanii
wrześniowej 1939 roku. Po powrocie do Tarnowa z niewoli sowieckiej i
niemieckiej wstąpił do ZWZ, werbując do niego nowych członków, za co
został aresztowany. Zginął w obozowej komorze gazowej 8 sierpnia 1942
roku. Za działalność w ZWZ został aresztowany także kpt. Tadeusz Paolone
(nr 329, w obozie Lisowski), twórca konspiracji w Tymbarku koło
Limanowej, rozstrzelany pod Ścianą Straceń 11 października 1943 roku.
W
pierwszym transporcie znajdowała się liczna grupa patriotycznej
młodzieży aresztowanej w ramach akcji A-B wymierzonej przeciwko polskiej
inteligencji. Wśród nich wielu harcerzy, jak żyjący do dzisiaj Józef
Stós (nr 752), mieszkający w Krakowie, czy też Kazimierz Zając (nr 261),
zamieszkały w Brzesku. Do tej grupy należeli również bracia Emil (nr
377) i Stanisław (nr 132) Barańscy, pochodzący z Dynowa, którzy zginęli 3
maja 1945 r. w Zatoce Lubeckiej na zatopionym statku „Cap Arcona”,
zbombardowanym pomyłkowo przez lotników angielskich.
Niektórzy
spośród przywiezionych w pierwszym transporcie zostali aresztowani w
czasie obław ulicznych. Do nich należał Janusz Pogonowski (w obozie
Skrzetuski, nr 253) z Krakowa, powieszony 19 lipca 1943 roku. Przed
śmiercią wykopał stołek, na którym stał, przerywając komendantowi obozu
Rudolfowi Hössowi odczytywanie wyroku śmierci, i zawisł na pętli,
protestując w ten sposób przeciwko panującemu w obozie bezprawiu.

Mordercza
kwarantanna

Aresztowanych Polaków przywieziono z różnych
więzień i aresztów południowej Polski do więzienia w Tarnowie, gdzie w
zasadzie już ich nie przesłuchiwano. Niemniej warunki więzienne w nowym
miejscu pobytu były fatalne, panował głód, wszyscy z dnia na dzień
oczekiwali zmiany.
14 czerwca 1940 r. osadzonym polecono opuścić cele
i w kolumnach po sto osób odprowadzono na dworzec kolejowy w Tarnowie,
gdzie pod silną eskortą załadowano ich do podstawionego wcześniej
pociągu osobowego, który wkrótce wyruszył w kierunku Krakowa. Na
krakowskim dworcu byli świadkami radości umundurowanych Niemców,
cieszących się ze zdobycia w tym dniu stolicy Francji. Rozradowani
esesmani i żołnierze Wehrmachtu krzyczeli: „Paris ist genommen”, „Paris
hat kapituliert”.
Po kilku godzinach jazdy więźniowie dostrzegli
dworzec kolejowy w Oświęcimiu, skąd po krótkim postoju skierowano pociąg
na bocznicę obok przedwojennych budynków Monopolu Tytoniowego.
Wypędzono wszystkich z wagonów. Bijąc ich oraz krzycząc esesmani oraz
niemieccy więźniowie kryminalni, przywiezieni prawie miesiąc wcześniej
do KL Auschwitz, pognali ich na podwórze jednego z budynków Monopolu
Tytoniowego ogrodzonego drutem kolczastym. Wkrótce nowo przybyłych
ulokowano na parterze i piętrze tego budynku.
15 czerwca 1940 r.
rozpoczął się dla więźniów okres kwarantanny, mający na celu złamać ich
fizycznie i psychicznie. Po kilku dniach, podczas których esesmani i
niemieccy kryminaliści prześcigali się w wymyślaniu najrozmaitszych
morderczych ćwiczeń oraz różnorodnych udręczeń i tortur, wszyscy byli
już u kresu sił.
W lipcu 1940 r. więźniów z pierwszego transportu
przeniesiono z budynku Monopolu Tytoniowego do położonych w pobliżu
bloków, które pozostały po przedwojennych koszarach Wojska Polskiego.
Zajęli trzy z nich, które oznaczone były numerami od 1 do 3. Wcześniej
wydano im odzież więźniarską, a niektórzy otrzymali również drewniaki.
Wszyscy spali w izbach więźniarskich, gdzie mogli na siennikach lub na
słomie leżeć tylko na jednym boku, ściśnięci do granic możliwości.
Po
zakończonej kwarantannie znaczna część więźniów pierwszego transportu
pracowała przy dalszej rozbudowie obozu. Wielu z nich zatrudniano także
przy pracach bezcelowych, np. kopaniu rowów, a następnie ich
zasypywaniu. Tylko nielicznym udało się otrzymać zajęcie w biurach
obozowych, np. w biurze rejestracji więźniów, ale szanse na takie
zatrudnienie mieli jedynie znający język niemiecki.

W obozowej
konspiracji

Pierwsi więźniowie, wtopieni po pewnym czasie w
inne transporty przybyłe później do obozu, zasłużyli się szczególnie w
konspiracji wojskowej w KL Auschwitz, której twórcą był rotmistrz Witold
Pilecki (przywieziony do obozu 22 września 1940 r. transportem z
Warszawy pod nazwiskiem Tomasz Serafiński, nr 4859). Członkami tej
organizacji, działającej pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej, byli:
Stanisław Barański, Józef Chramiec, Aleksander Fusek (nr 775),
Mieczysław Januszewski (nr 711), Karol Karp (nr 626), Jan Komski (w
obozie Baraś, nr 564), Witold Kosztowny (nr 672), Stanisław Kożuch (nr
325), Jan Gąsior-Machnowski (nr 724), Tadeusz Myszkowski (nr 593),
Edward Nowak (nr 447), Eugeniusz Obojski (nr 194), Tadeusz Paolone,
Tadeusz Pietrzykowski (nr 77, znany polski bokser), Zygmunt Sobolewski
(nr 88), Czesław Sowul (nr 167), Alfred Stössel (nr 435), Antoni
Suchecki (nr 595), Marian Toliński (nr 490, Zygmunt Turzański (nr 615),
Jan Zięba (nr 66) i Jerzy Żarnowiecki (nr 616).
Więźniowie z
pierwszego transportu zapoczątkowali ucieczki z obozu. Jako pierwszy 6
lipca 1940 r. zbiegł Tadeusz Wiejowski (nr 220), po pewnym czasie został
jednak schwytany i zamordowany. Później w ucieczkach uczestniczyło
jeszcze 26 więźniów. Niektórzy z nich walczyli następnie w oddziałach
partyzanckich AK. Kilkudziesięciu więźniów (jak dotąd ustalono, 76 osób)
zwolniono z obozu głównie na skutek starań rodzin, które przekupiły
wpływowych Niemców.
Spośród 728 osób przywiezionych 14 czerwca 1940
r. do KL Auschwitz co najmniej 227 więźniów zginęło w tym obozie, a co
najmniej 266 z nich ewakuowano do innych obozów niemieckich, z czego nie
mniej niż 61 tam zginęło. Około 300 więźniów z pierwszego transportu
przeżyło wojnę.
Dzisiaj żyje ich już niewielu. Nadal jednak 14
czerwca każdego roku przyjeżdżają do Muzeum Auschwitz-Birkenau, aby
wspominać kolegów, którzy tutaj złożyli ofiarę ze swego życia, i oddać
hołd wszystkim ofiarom tego największego niemieckiego obozu zagłady.

Obóz
zagłady dla Polaków

Na terenach byłego hitlerowskiego obozu
Auschwitz-Birkenau jedynym symbolem religijnym upamiętniającym
martyrologię Polaków, prawie samych chrześcijan, jest krzyż na terenie
poobozowej żwirowni znajdującej się poza ogrodzeniem dawnego obozu
macierzystego w Oświęcimiu, czyli KL Auschwitz I. W żwirowni tej podczas
morderczej pracy ginęli masowo więźniowie karnej kompanii, głównie
Polacy i polscy Żydzi, wśród których zdarzali się też katolicy. Krzyż
ten jest usytuowany również bardzo blisko bloku nr 11, zwanego Blokiem
Śmierci. Na dziedzińcu tego bloku Niemcy rozstrzelali pod Ścianą Straceń
co najmniej kilka tysięcy Polaków.
Wspomniany krzyż był elementem
ołtarza, przy którym na terenie byłego obozu Auschwitz II-Birkenau w
czerwcu 1979 r., podczas pierwszej pielgrzymki do Polski, Mszę św.
odprawił Jan Paweł II. W 1988 r., za zgodą Kościoła katolickiego, krzyż
ten został przeniesiony w procesji na żwirowisko.
Poza granicami
Polski – ta polska i nieżydowska martyrologia – jest nadal mało znana.
Stąd też należy wciąż przypominać, że KL Auschwitz-Birkenau nie jest –
tak jak tereny miejsc masowej zagłady Żydów w Bełżcu czy Sobiborze –
wyłącznie i jedynie cmentarzem żydowskim.
W pierwszej części KL
Auschwitz, czyli w obozie macierzystym w Oświęcimiu, śmierć poniosło
kilkadziesiąt lub może „jedynie” kilkanaście tysięcy Żydów. Stanowi to
kilka procent z ogólnej liczby około miliona Żydów, którzy zginęli
przede wszystkim w komorach gazowych oddalonej o trzy kilometry drugiej
części obozu KL Auschwitz II-Birkenau, czyli w Brzezince (około 900
tys.). Ponadto w tej drugiej części obozu, której budowę rozpoczęto w
październiku 1941 r., jako zarejestrowani więźniowie ginęli razem Żydzi,
Polacy, Romowie, jeńcy sowieccy i więźniowie innych narodowości.
Żydzi
byli przede wszystkim mordowani w komorach gazowych Birkenau. Stanowili
również połowę zarejestrowanych więźniów (około 200 tys.) osadzonych w
KL Auschwitz-Birkenau i w jego około 40 podobozach, w których ich
głównie umieszczano.
Nie można jednak zapominać, że druga połowa
zarejestrowanych więźniów w KL Auschwitz-Birkenau to przede wszystkim
Polacy (około 140 tys.), Romowie (ponad 20 tys.), jeńcy sowieccy (około
12 tys.) i więźniowie innych narodowości (kilkanaście tysięcy). Polacy
stanowili 35 proc. wszystkich więźniów ujętych w ewidencji obozowej i
numerowanych, jak również odgrywali szczególną rolę w obozowym ruchu
oporu. Ponadto nie zarejestrowano w ewidencji obozowej około 10 tys.
Polaków i około 3 tys. jeńców sowieckich, których także zamordowano w KL
Auschwitz.
Niemiecki nazistowski obóz w Oświęcimiu w początkowym
okresie był miejscem kaźni niemal wyłącznie samych Polaków. Ginęli tutaj
przede wszystkim przedstawiciele polskiej inteligencji oraz członkowie
polskiej konspiracji i Polacy schwytani w łapankach, jak również w
niewielkiej liczbie polscy Żydzi przywożeni w transportach razem z
Polakami.
Masowa zagłada ludności żydowskiej rozpoczęta została w
komorach gazowych Birkenau wiosną 1942 roku. Równocześnie transporty
polskie kierowane były nadal do KL Auschwitz-Birkenau aż do końca
istnienia tego obozu.
W tamtych latach przywożono tu m.in.
mieszkańców wiosek z Zamojszczyzny (ponad 1300 osób) oraz ludność
powstańczej Warszawy (około 13 tys.). Należy zwrócić uwagę na to, że na
Zamojszczyźnie w grudniu 1942 r. rozpoczęto realizację planu masowych
deportacji Polaków do obozu zagłady Auschwitz. Na szczęście wiosną 1943
r. Niemcy ze względu na sytuację na frontach zaniechali dalszych
deportacji Polaków z tych terenów do KL Auschwitz. Polaków przywożono do
obozu przez cały okres jego istnienia, zarówno z Generalnego
Gubernatorstwa, jak i polskich ziem zachodnich oraz północnych,
włączonych podczas okupacji do Rzeszy. Do KL Auschwitz trafiali także
Polacy z dystryktu galicyjskiego – ze Lwowa.
Pracownicy Państwowego
Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu na przestrzeni ostatnich
dziesięciu lat opracowali i opublikowali bardzo obszerne,
kilkunastotomowe Księgi Pamięci poświęcone polskim transportom mężczyzn,
kobiet i dzieci z dystryktów: warszawskiego (około 26 tys. osób),
krakowskiego (około 18 tys. osób), radomskiego (około 16 tys. osób) i
lubelskiego (ponad 7 tys. osób).
Dla badaczy II wojny światowej
wspomniane Księgi Pamięci Polaków stanowią cenny materiał źródłowy i
poznawczy, który został zgromadzony i opracowany dzięki żmudnej pracy
wielu osób. Jednocześnie są one dowodem na to, że tragiczne losy
polskich więźniów w KL Auschwitz nie zostały zapomniane.
Luki
źródłowe wynikające z zacierania śladów zbrodni przez SS i niszczenia
dokumentacji obozowej w obliczu klęski III Rzeszy powodują jednak, że
nie można odtworzyć pełnego wykazu Polaków deportowanych do tego obozu. Z
tego też powodu do tej pory historycy nie potrafią w sposób ostateczny i
najbliższy prawdzie odpowiedzieć na pytanie: ilu polskich więźniów
zginęło w KL Auschwitz-Birkenau?
Stan wiedzy o tragicznej historii
tego obozu pozwala podać jedynie szacunkową liczbę Polaków, którzy
stracili w nim życie. Spośród osadzonych w tym obozie 140 tys. Polaków –
około 100 tys. nie przeżyło wojny i nie doczekało wolności. Zginęli w
KL Auschwitz-Birkenau (według szacunkowych obliczeń około 75 tys.) lub
po wywiezieniu ich z tego obozu w głąb Niemiec do innych nazistowskich
obozów koncentracyjnych (kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy Polaków).
Z
drugiej strony na to zagadnienie można popatrzeć także w inny sposób,
przypominając, że w podobozach KL Auschwitz-Birkenau zginęło około 400
tys. obywateli polskich: Polacy (około 75 tys.) i polscy Żydzi (około
300 tys.), co stanowi jedną trzecią zamordowanych, ponieważ liczba
wszystkich ofiar tego największego obozu zagłady wynosi co najmniej 1,1
mln ludzi.
Warto także jeszcze raz wspomnieć o zagładzie ponad 20
tys. Cyganów w KL Auschwitz II-Birkenau. Niezbyt często mówi się bowiem,
że dla Polaków – podobnie jak dla Żydów, a także dla Romów, w
większości chrześcijan, obóz ten to symbol zagłady. Nie było takiego
drugiego obozu hitlerowskiego, w którym zginęłoby tak wielu Żydów,
Polaków i Romów.

Dr Adam Cyra

Autor jest starszym
kustoszem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, autorem książek
poświęconych KL Auschwitz i rtm. Witoldowi Pileckiemu.

drukuj