Mereczowszczyzna Kościuszkowska „Póki miłość wolności w sercach pałać będzie”

Na wzgórzu, poszarpanym dołami, zarosłym ubogą koniczyną i chwastem,
chwiało się rachityczne drzewko nad chropowatą tablicą obwieszczającą rosyjskim
napisem, że w domu stojącym na tym miejscu urodził się "T. Kostiuszko, widnyj
politiczieskij diejatiel Polszi…" – czyli "wybitny działacz polityczny
Polski".
Była mglista jesień 1988 roku, gdy po raz pierwszy dotarłam do Mereczowszczyzny
pod Kosowem Poleskim w Białoruskiej Socjalistycznej Republice Sowieckiej –
miejsca narodzin Naczelnika.

Cień topoli
Przechylone wierzby wplątują gałęzie w wodę stawu. Mechate trzciny ledwo
odsłaniają wodę, w której gniją kłody obalonych drzew. Dwa stawy obiegają
miejsce w Mereczowszczyźnie, gdzie stał dwór Kościuszkowski.
Drewniana chata pod gruszą, na uboczu. Jeszcze kwitną ostatnie, najpóźniejsze
kwiaty jesieni, zwane w Polsce marcinkami. To jedyny dom w Mereczowszczyźnie.
Gospodarz nadchodzi w gumowych buciskach, uchylając czapki. – Polak? – pytam z
nadzieją.
– A jakże by? Polak, na polskiej jeszcze ziemi, bo w 1916 roku rodzony… Józef
Łuszczyk, syn Jana…
– Polska wróciła tu chyba dopiero w 1918?
– Pani, co mówi? Onaż tu w błota zapadła nasze, poleskie, i wieki trwała! Sam
szwedzki król od Brześcia wrócił, nie popchał się w rozlewiska nasze. Pina,
Turja, Styr, Stochód, Horyń, Jasiołda – nasze rzeki – twierdze, fortece. I ta
największa macierz poleszucka – Prypeć. Kto by ich wszystkich przepłynął, wody
Polesia. Tylko my, Poleszuki, duszehubką zwinną…
Tu stawy były kole domka Kościuszki. Jaż go pamiętam. No, pewnie to niecałkiem i
tamten, gdzie się Kościuszko rodził, strzechę zdjęli, gont pokryli. Muzeum za
Polski wolnej zrobili. I stał do 1942 roku, kiedy spalili. Kto? Lepiej głośno
nie mówić. Dopieroż jakoś tak w maju 1988 z Iwacewicz najechali z urzędu,
łańcuch powiesili i tablice wbili. Jakieś Polaki ważne przyjechać mieli, a nie
przyjechali. Tyle że łańcuch się został…
Topole zrośnięte dwie widzieli wy? Tam za stawem, gdzie droga. To jeszcze ojciec
mówił, że cień od nich po Wawel się ciągnie, na mogiłę Kościuszki kładąc…
Z nami jak z tymi stawami. Kiedyś woda, woda przeźroczysta, teraz trzciny
zarosły, że nosa nie wbić. A w piosence: "Tam, nad Styrem, gdzie w wojence padł,
wyrósł na mogile białej róży kwiat", to śpiewają w Polsce – "Tam pod lasem…".
Jakby już ani Styru, ani nas nie było…
Nie doczekał pan Józef, ostatni Polak z Mereczowszczyzny, chwili, gdy w roku
2004 otwarto zrekonstruowany dwór Kościuszków. W takim dworze przyszedł na świat
około 4 lutego roku 1746 Andrzej Tadeusz Bonawentura Kościuszko, który w
rozrosłym drzewie genealogicznym rodu widnieje jako "generał wojsk
amerykańskich, generał wojsk koronnych, Najwyższy Naczelnik Siły Zbrojnej
Narodowej".

"Sercem najukochańsi"
Pradziad Naczelnika Aleksander Jan zostawił testament, zaszczyt mu przynoszący.
"Nie zostaje po mnie ani złota, ani srebra", ale też i "długu przeze mnie
winnego nikomu nie ostawuję" – pisał 8 października roku 1707 wyraźnie,
kształtnie, czytelnie. Zatroszczył się, "iżby z bydełka czeladce nagrodzić,
poddanym moim, którychem tak hodował, jako własne moje dzieci…".
Siedmiu synom i córom czterem powie: "Przebaczcie, jeślim wam był naprzykrzony.
Za poszanowanie wam dziękuję. Żegnam was, moje miłe dziatki, i błogosławieństwo
swoje kładę na was i na dziatki wasze. Niech was ma Bóg Wszechmogący wszystkich
w opiece swojej…". Z myślą o przyszłości westchnął: "Iżby wszystkim
następującym z domu Kościuszków Pan Bóg błogosławić i szczęścić raczył"…
Nie wszystkim błogosławił. Dziad Naczelnika Ambroży, jeden z siedmiu synów
Aleksandra Jana, hulał i dobra trwonił, a na sejmikach z lubością rąbał
przeciwników. Za to jego syna jedynaka – Ludwika Tadeusza, przyszłego ojca
Naczelnika spod Racławic – los i błogosławieństwem, i szczęściem miał obdarzyć.
Nie wdał się on w hulaszczego ojcaszka, jeno skrzętnego dziada. U pamiętnikarzy
mu współczesnych zasłużył na znakomitą opinię, a grafologowie badający jego
podpis orzekli, iż był człowiekiem "o charakterze systematycznym, porządnym,
harmonijnym". W czasach, gdy i w kościele szlachciury z wrogich partii posiekać
się potrafiły, pozostał czysty, nie splamił się też nigdy przekupstwem…
Na tronie zasiada podówczas, od roku 1734, tłusty saski przybłęda – August III
Sas, a Polska przypomina "karczmę zajezdną" o zmurszałych przyciesiach i dachu
dziurawym. Nie ma wojska, pieniędzy, władzy. I właśnie w tej dobie, tak dalekiej
od rycerskiej tradycji, Ludwik Kościuszko zdobywa tytuł miecznika brzeskiego, a
tradycje tej funkcji sięgają czasów Grunwaldu – gdy miecznikiem był rycerz
niosący miecz przed królem. "Za znaczne zasługi dla Ojczyzny" (jak mówi patent
wydany przez hetmana polnego litewskiego w roku 1746) – miecznik brzeski Ludwik
Kościuszko otrzymuje rangę rotmistrza, a wkrótce potem pułkownika Buławy Polnej.
W roku 1740 ożeni się. W epoce, kiedy mawiano ze zdumieniem: "Pani kocha jeszcze
swego męża w pięć miesięcy po ślubie? Ależ to przystoi modystce, nie markizie!",
rodzice Tadeusza Kościuszki bardzo i wiernie się kochali…
Czarnobrewa Tekla z Ratomskich Kościuszkowa nie była modystką, ni markizą.
"Doznawszy szczerej i rzetelnej w małżeńskim pożyciu po miłym małżonku moim
przyjaźni i pilnego koło mnie pieczołowania…" – pisze. A nie są to słowa
młodziutkiej żony, tylko matki czworga dzieci, do której mąż odnosi się
nieustająco "z szczególną miłością i affektem".
Ocalił się list pani Tekli do męża tytułowany prześlicznie: "W życiu mem
najukochańszy Ludwisieńku", a kończący się słowy: "Całuję Twoje nóżki, jestem
Twoja życzliwa żonka i u nóg sługa".
W Mereczowszczyźnie przeżyli państwo Kościuszkowie swoje najszczęśliwsze lata.
Tu, w dworku przysadzistym, brązowym, słomą krytym, z ganeczkiem, ciżbą kwiatów
i starymi drzewami otoczonym, porodziły się ich wszystkie dzieci. W roku 1741 –
pierworodna Anna, w 1743 – pierwszy syn – Józef, w 1744 – Katarzyna i w 1746 –
ostatnie dziecko, dzięki któremu pamięć przechowała ród Kościuszków – Tadeusz.
Powiadali osiemnastowieczni kronikarze, że "po kobietach znać słabość ich płci i
gwarantowaną prawem podległość mężowi". Ale w małżeństwie państwa Kościuszków
ani tej "podległości" nie uświadczysz. "U nóg sługa" orientuje się wspaniale we
wszystkich pana męża sprawach, sama odpisuje na niektóre listy, jest pełnoprawną
"Ludwisieńka" partnerką.
W kwietniu 1758 roku umiera jej "najukochańszy Ludwisieniek". Przenoszą go
uroczyście, z biciem dzwonów we wszystkich kościołach i cerkwiach, aż po sam
Brześć – do kaplicy w Siechnowiczach, które były gniazdem rodu Kościuszków,
nadanym w roku 1509 przez króla Zygmunta Starego.
Pani Tekla zostaje w Mereczowszczyźnie z czwórką dzieci. (Najstarsza – Anusia,
ma lat 17, najmłodszy – Tadeusz – zaledwie 12!) i piramidą zawikłanych spraw
majątkowych!
Radzi sobie świetnie. Mieszkając ciągle w Mereczowszczyźnie, jeździła do swych
dalekich folwarków, "robiąc zasiewy, odbierając arendy, układając rachunki".
Miała ekonomów, których "zażywała energicznie": "Proszę nie przestępować mojej
dyspozycji wszystkiej i pamiętać a tego pilnować, com przykazała (…).
Przypomnij, że mój chleb jesz i ja płacę". Podpisano dwornie: "Jestem Wać Pana
Brata uniżoną – T. Kościuszkowa".
Na Boże Narodzenie roku 1761 książę Karol Sapieha, wojewoda brzeski, obwieszczał
listem suto kraszonym łaciną, iż: "imć pan Estko stolnik smoleński, zawierający
w osobie swojej wszystkie godnego kawalera qualitates [zalety] ku imć pannie
miecznikównie brzeskiej", Annie Kościuszkównie, "nachylił swe serce".
Jesienią 1762 roku pani Tekla wkładała najstarszej córce pod ślubną koronę uwitą
z kwiatów i klejnotów – dukata i kawał cukru, by jej się żyło bogato i słodko.
To ostatnie miało się sprawdzić. Anna z Kościuszków była szczęśliwa w
małżeństwie z Piotrem Estką i oboje swą miłością wynagrodzili jej najmłodszemu
bratu niesprawiedliwość matczynego serca. Bo niestety z żalem należy stwierdzić,
że wielce nierówną miarą pani Tekla miłość macierzyńską wydzielała. Młodsza
córka – Kasia – otrzymała imponującą wyprawę "w perłach, diamentach, rubinach,
futrach" i posag dwukrotnie większy od Anny, która w przeciwieństwie do matki
najbardziej kochała tego niepozornego, zadartonosego braciszka, wyśmiewając
puszącego się w modnych makowej barwy kontuszach, pobrzękującego szabelką,
wygadanego, kraśnego Józefka, uwielbianego przez panią matkę…
Józefek będzie sejmikował, balował i kumał się z ciemnymi typami, zdrajcami
Ojczyzny, i rozrzucał pieniądze z siechnowickiego dziedzictwa, o matkę ani
dbał…
W roku 1777 sąd w Grodnie ogłasza Józefa Kościuszkę za przeniewierstwa,
fałszerstwa, długi – pro hoste patriae – wrogiem Ojczyzny!
Natomiast godzi się pamiętać postać ukochanej siostry Naczelnika, Anusi, do
której zachowało się kilka listów tytułowanych serdecznie: "Moja ty
siostrzyczko", "Moja Ty Święta Nierozdzielna Anno" – "Bywej zdrowa, kochaj mnie,
jak ja ciebie z duszy".
Wszyscy trzej synowie Anny będą walczyli w Powstaniu Kościuszkowskim. Najstarszy
z nich – Stanisław – urodził się jeszcze w Mereczowszczyźnie, w roku 1763.
Rodzina Tadeusza Kościuszki rezydowała tam jeszcze przez rok.

"Abyście mieli pamięć o mnie!"
W roku 1761 zakupił dobra kosowskie z Mereczowszczyzną podskarbi wielki litewski
– Jerzy Detloff Flemming – zięć księcia Michała Czartoryskiego – z przesławnej
"Familii", o której mówiono, że jest małą, rządną rzeczpospolitą w wielkiej
nierządnej.
Córkę jedynaczkę – Izabelę – wydał Flemming świetnie za mąż za rodzonego jej
wuja – Adama Kazimierza Czartoryskiego, generała ziem podolskich, syna księcia
Augusta, wojewody ruskiego, który widział w Adamie jedynego kandydata do korony
polskiej. Od roku 1771 Mereczowszczyzna należała do Izabeli z Flemmingów
Czartoryskiej. Bohaterka skandalicznych romansów sławnych w całej Europie, a
zarazem żarliwa patriotka, która miała prawo powiedzieć: "Panującym we mnie
uczuciem jest miłość Ojczyzny", była wielką admiratorką Tadeusza Kościuszki,
ulubieńca jej męża, twórcy Szkoły Rycerskiej, której Kościuszko stał się chlubą.
W roku, gdy odziedziczyła ogromne włości ojca, księżna Izabela bawiła w
Londynie.
Dostała list od męża zastanawiającego się, czy nie powinni opuścić Polski i
zamieszkać we Francji czy Anglii… Odpowiedziała: "Jestem ogromnie przywiązana
do Polski (…), tylko tam chciałabym spędzić życie (…) można jeszcze być
pożytecznym u nas, dlaczego więc tego się wyrzekać? Pożytecznym, jeśli nie dla
całego kraju, to dla wielu rodaków. To wielkie szczęście mieć ku temu
okazję…".
Gdy w kwietniu 1792 roku wybuchła zdrada Targowicy, konfederacji magnatów i
szlachty – moskiewskich sprzedawczyków, niweczących dzieło Konstytucji 3 maja,
Tadeusz Kościuszko, już po swej wspaniałej epopei amerykańskiej, stanął u boku
księcia Józefa Poniatowskiego na czele wojska polskiego, walcząc z potężną armią
rosyjską.
W jednej z licznych siedzib księstwa Czartoryskich – w Sieniawie – witano
Kościuszkę owacyjnie w dniu imienin – 28 października 1792 roku, córki księżnej
Izabeli ofiarowały generałowi wieniec z liści dębów sadzonych przez króla Jana
III Sobieskiego.
Z Sieniawy Czartoryscy zabrali Kościuszkę do Lwowa. Miasto z lwem w herbie i
sercu wiwatowało na jego cześć:
Kościuszko! jakikolwiek los nam Bóg przeznaczy,
Nie chciejmy się nikczemnej poddawać rozpaczy.
Jeszcze w czułych Polakach chęć wolności pała,
Nie będzie nad sercami Moskwa panowała.
W jednym z ostatnich pożegnalnych listów Kościuszko pisał do Izabeli
Czartoryskiej: "Niech księżna będzie przekonaną o mojem sercu, umyśle,
obywatelstwie, o przywiązaniu i wdzięczności dla niej. (…) Wierny byłem
Ojczyźnie, biłem się za nią i sto razy na śmierć bym poświęcił się dla niej. Już
zdaje się koniec usług moich dla niej przychodzi (…) pałasz złożę w grobie do
dalszych czasów pomyślniejszych".

"Bronić wiary, ziemi i polskiej mowy"
Po Czartoryskich pojawia się w dziejach Mereczowszczyzny nazwisko rodu mniej
sławnego, ale zasługującego na godne miejsce w kronikach Ojczyzny – Pusłowscy.
Dobra kosowskie z Mereczowszczyzną należą u progu XIX wieku do olbrzymiego
majątku, jakiego się dorobił Wojciech Pusłowski – marszałek szlachty powiatu
słonimskiego (w którym leżał Kossów), poseł na Sejm Czteroletni, nazwany w
Polskim Słowniku Biograficznym "pionierem uprzemysłowienia Litwy".
Każdy z synów Pusłowskiego zasłużył na pamięć.
Adam Tytus (1803-1845) – naczelnik powiatu pińskiego w Powstaniu Listopadowym –
stoczył krwawą bitwę z Moskalami nad Prypecią, wśród błot Polesia, ciężko ranny,
został przez Rosjan zaliczony do "pierwszej kategorii przestępców", ojca
zmuszono, by go wydziedziczył… Umarł w samotności na emigracji we Francji.
Franciszek Ksawery (1806-1874) – marszałek szlachty powiatu słonimskiego – jak
ojciec – sławny filantrop, prezes Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności,
właściciel pięknego pałacu w stolicy, zwanego Królikarnią, który przekazał na
Instytut Moralnie Zaniedbanych Dzieci, fundator warszawskiego kościoła świętego
Michała na Mokotowie. Część tej dzielnicy do dziś nosi na cześć Pusłowskiego
miano Ksawerów.
Władysław (1801-1859) – marszałek szlachty powiatu oszmiańskiego, właściciel
winnic we Francji i pięknej rezydencji Czarkowy na Kielecczyźnie, która
wyjątkowo wpisze się w dzieje walk Legionów Piłsudskiego jesienią 1914 roku – i
zostanie spalona przez rosyjskie wojska w odwecie za kwaterowanie legionistów.
Wreszcie – najmłodszy z braci, noszący oryginalne imię Wandalin (1814-1884),
który odziedziczył dobra Kosów z Mereczowszczyzną i tamże, obok dworu
Kościuszków wzniósł w 1838 roku oryginalny neogotycki pałac, otoczony wspaniałym
parkiem.
Po ojcu Wandalinie odziedziczyła dobra Kosowskie Marta z Pusłowskich Krasińska.
W Mereczowszczyźnie spędziła dzieciństwo i młodość. U progu XX wieku zamieszkała
na stałe w Warszawie i stworzyła głośny salon literacko-muzyczny, w którym
bywały największe sławy z Sienkiewiczem i Reymontem na czele.
Zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie przechowały unikatową edycję jedynej
powieści, jaką napisała ta niezwykła niewiasta, zatytułowaną "Wolny ptak"…

Cień Naczelnika
Pierwsza wojna światowa 1914-1918 i wojna polsko-bolszewicka roku 1920 (to
wówczas "tam nad Styrem, gdzie w wojence padł – wyrósł na mogile białej róży
kwiat") zniszczyły Polesie.
Polska przejęła o przedwiośniu 1921 roku na podstawie traktatu ryskiego z ZSRS –
zachodnią część Polesia w tragicznym spustoszeniu. 95 procent ziemi leżało
odłogiem. 80 procent budynków było spalonych. Dramatyczne dzieje Polesia tamtych
lat opowiada przejmująco wierna miłośniczka tej ziemi, właścicielka Hruszowej
pod Kobryniem – Maria Rodziewiczówna – w swej powieści ostatniej "Gniazdo
Białozora" i cyklu świetnych, drapieżnych nowel "Niedobitowski z granicznego
bastionu". Ukazuje w nich zniszczone, rozbite polskie gniazda…
Ale pałac Pusłowskich i sąsiadujący z nim dwór w Mereczowszczyźnie ocalały.
Pisząc optymistycznie o "przebudzonym w tym kraju duchu polskim", Antoni
Ossendowski stwierdza: "Na straży dawnych praw Rzeczypospolitej do tego kraju"
stanęły sławne postacie z cieniem "Naczelnika w sukmanie na czele".
W roku 1923 powołano Biuro Melioracji Polesia. Opracowywano plany
zagospodarowania błot tak, aby nie naruszyć równowagi ekologicznej, nie
unicestwić niepowtarzalnej urody tej ziemi. Między Horyniem a Prypecią miał
powstać Poleski Park Natury – jedyny w Europie. Ale Polska przetrwała na Polesiu
tylko osiemnaście lat…
W listopadzie 1939 roku na podstawie porozumienia sierpniowego między Rzeszą
Niemiecką a Związkiem Sowieckim, czyli tak zwanego układu Ribbentrop-Mołotow
województwo poleskie wcielono do ZSRS. Polską ludność wywożono i prześladowano,
ale już jesienią 1939 roku powstały tutaj pierwsze komórki Służby Zwycięstwu
Polski. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej 22 czerwca 1941 roku Niemcy
opanowali Polesie. W sierpniu 1942 roku – wedle powtarzających się we wszelkich
dostępnych źródłach informacji – sowieccy partyzanci spalili pałac Pusłowskich i
Kościuszkowski dwór w Mereczowszczyźnie. Wycięto wspaniały park. Ogień trawił
wnętrza pałacu i dworu wiele dni…
Przed wojną śpiewano sentymentalne tanga o sławnych poleskich błotach – "Polesia
czar, to dzikie knieje, moczary. Polesia czar, to smętny wichrów jęk…". Dziś
nie ma tu błot. Związek Sowiecki przeprowadził osuszenie bagien w sposób, który
stał się katastrofą i zabójstwem Polesia. Uschły lasy. Umarły łąki. Lotne piaski
zasypują pola…
W roku 1996 w Stanach Zjednoczonych powołano Komitet Odbudowy Domu Rodzinnego
Kościuszki. Ambasada amerykańska w Mińsku przekazała na ten cel 28 tysięcy
dolarów, co było podówczas sumą znaczną, acz niewystarczającą, by dwór
odbudować. Resztę wyasygnowały władze białoruskie.
Odkopano fundamenty i dzięki ich odkryciu dwór Kościuszków zrekonstruowano
dokładnie w tym miejscu, gdzie stał. W roku 2004 – w 210. rocznicę Insurekcji
Kościuszkowskiej – odbyło się uroczyste otwarcie Dworu – Muzeum Kościuszki.
Uratowano i odnowiono staraniem księdza Michała Woronieckiego kościół pod
wezwaniem Świętej Trójcy w Kosowie, stojący w miejscu, gdzie była świątynka, w
której chrzczono czworo dzieci Tekli i Ludwika Kościuszków. Nad chrzcielnicą
umieszczono tablicę poświęconą chrzcinom Tadeusza Kościuszki. Co roku 4 lutego –
w prawdopodobną rocznicę urodzin Naczelnika – odbywają się w Mereczowszczyźnie
uroczystości mające bardzo różny charakter i barwę…

Barbara Wachowicz
 

drukuj