Ktoś chce zrobić ze stoczni kozła ofiarnego

Z inż. Zbigniewem Wysockim, przewodniczącym Polskiego Stowarzyszenia Morskiego-Gospodarczego im. E. Kwiatkowskiego, rozmawia Mariusz Bober


Dlaczego Stocznia Gdańska znów ma kłopoty, choć została sprywatyzowana, a politycy obiecywali, że prywatyzacja powinna rozwiązać trudną sytuację ekonomiczną kolebki „Solidarności”?


– Mit prywatyzacji inaczej wygląda w politycznej propagandzie, a zupełne inaczej w praktyce gospodarczej. Prywatyzacja jest jedynie środkiem do osiągnięcia celu, jest narzędziem i jako takie może być użyte dobrze lub źle… i w dobrej lub złej wierze. Rozwiązanie problemów w stoczni, nie tylko Gdańskiej, nie zależy od dokonania prywatyzacji czy jej zaniechania, ale najpierw od szczerej intencji wykonania tego zadania dla dobra zasadniczego podmiotu, którym jest polski interes gospodarczy. Krótko: od woli politycznej, a następnie przyjęcia takiego sposobu naprawy przedsiębiorstwa, który uniemożliwi wrogie przejęcie przez konkurencję (sposobów może być wiele, np. akcjonariat pracowniczy) i wreszcie przejęcie zadań bezpośrednich przez odpowiedzialny i kompetentny zarząd.


Czyli mimo że od upadku PRL minęło blisko 20 lat, stocznia wciąż ma problemy, by stanąć na nogach?


– W wyniku różnych zabiegów propagandowych, politycznych i innych pseudoekonomicznych, jakich dokonywano w ciągu blisko dwudziestu lat na Stoczni Gdańskiej i szerzej – w całym polskim przemyśle okrętowym, wciąż nie ma dobrych skutków. Przeciwnie – jest coraz gorzej, a zewnętrznej konkurencji bardzo to odpowiada.

Jeżeli do takiego ciągu wydarzeń przyłożymy logikę zaprogramowanego działania destrukcyjnego, poczynając od decyzji niechlubnej pamięci premiera Mieczysława Rakowskiego, dla korzyści niezgodnych z polskim interesem gospodarczym musimy stwierdzić, że prywatyzacja na rzecz ukraińskiego DONBASU nie stała się skutecznym ratunkiem dla polskiej stoczni – dowodzi tego niezbicie dzisiejszy, jak na zamówienie, konflikt z Unią Europejską. Propozycja skierowana do właściciela, aby zrezygnował z dwóch stoczniowych pochylni, niezbędnych dla jej ekonomicznego bytu, obnaża zamiar usunięcia Stoczni Gdańskiej z rynku poważnych producentów. Jest to więc kontynuacja procesu niszczenia polskiego przemysłu okrętowego, a samą stocznię, którą już dawno wytypowano na pierwszą ofiarę tego procesu, ustawia się w roli kozła ofiarnego w atmosferze wciąż niewyjaśnionych manipulacji finansowych powiązanych pozorami pomocy publicznej, która do tej stoczni dotarła zaledwie w kilku procentach nagłaśnianej kwoty.


Związkowcy zarzucają ministrowi Skarbu Państwa Aleksandrowi Gradowi, że potwierdził w Brukseli, iż Stocznia Gdańska otrzymała 742 mln zł pomocy publicznej, choć – ich zdaniem – te pieniądze w ogóle nie trafiły do przedsiębiorstwa.


– Tego rodzaju spór oznacza, że albo jedna, albo druga strona mówi nieprawdę. Jedynym właściwym sposobem wyjaśnienia może być przeprowadzenie dochodzenia, które powinno zakończyć się wyrokiem po procesie sądowym. Absurdem jest żądanie od stoczni zwrotu dotacji, której nie otrzymała. Stocznia przedstawi dowody, a przewód sądowy musi dać odpowiedź, kto przejął pieniądze i gdzie się one podziały.

Dla tych wszystkich, którzy od początku śledzą kłopoty Stoczni Gdańskiej, od dawna jest oczywiste, że już najwyższy czas na powołanie sejmowej komisji śledczej w celu wyjaśnienia całości problemu, którego zakres może daleko przekroczyć dotychczas ujawniane afery.


Analizując, co stało się z pomocą publiczną przekazaną formalnie Stoczni Gdańskiej po 2004 r. – bo tego okresu dotyczą zarzuty Komisji Europejskiej – można dojść do wniosku, że trafiła ona zapewne do poprzedniego właściciela SG, mianowicie Trójmiejskiej Korporacji Stoczniowej, czyli Stoczni Gdynia i firmy deweloperskiej EVIP Progress, które zarządzały Stocznią Gdańską właściwie do 2006 roku.


– Tak, na pewno należy przyjrzeć się tym podmiotom i przesłuchać osoby, które je reprezentowały. Tylko w ten sposób można rozpocząć wyjaśnienia w rozeznaniu wielu (na pewno nieprzypadkowych) „wydarzeń finansowych”, które przyczyniły się do zniknięcia prawie 750 mln złotych. Ta sprawa będzie wyjaśniana w Polsce, a obowiązek dochodzenia prawdy spoczywa dziś na tych, którzy nami rządzą. Czy obecny rząd PO – PSL jest zainteresowany wykryciem prawdy? Osobiście uważam, że nie, ale na pewno jest taka potrzeba i konieczność, dlatego treść petycji stoczniowców nie może być zlekceważona.

Rzetelne śledztwo musi wykazać, kto i jakimi metodami przejął miliony przeznaczone na pomoc publiczną dla Stoczni Gdańskiej, czy zakres problemów na tym się zamyka i czy te wydarzenia dotyczą tylko Polski.


Rząd zrzuca winę za powstałą sytuację na swoich poprzedników, czyli ekipę PiS, która według obecnych władz źle przeprowadziła prywatyzację Stoczni Gdańsk. Co Pan o tym sądzi?


– Obarczanie winą rządu PiS jest pozbawione sensu. To nie Prawo i Sprawiedliwość było przy władzy, kiedy problemy w Stoczni Gdańskiej powstawały i trwały. Przy tym partia ta reprezentuje zupełnie inne podejście do rozwiązywania podstawowych zagadnień polskiej gospodarki, w tym gospodarki morskiej, czemu dawał wyraz zarówno prezydent RP, jak i premier Jarosław Kaczyński na spotkaniach ze środowiskiem ludzi morza, a konsekwentna realizacja złożonych deklaracji została przerwana bardzo złym dla Polski rezultatem przedterminowych wyborów.

Jednocześnie postawa rządu PO – PSL i osobiście premiera jest w zasadniczej sprzeczności z dawną obecnością Donalda Tuska w gdańskich wydarzeniach „Solidarności” z lat 1980-1981 – dotyczy to nie tylko spraw morskich, a prawdziwe zamiary Donalda Tuska obrazuje jego udział w czerwcowym zamachu 1992 roku na rząd Jana Olszewskiego, a był to rząd, który wstrzymał proces zagrożenia złodziejską prywatyzacją.


Na razie jednak zarzuty „Solidarności” wobec obecnych władz dotyczą przede wszystkim podania niewłaściwych danych Komisji Europejskiej o wielkości pomocy dla SG…


– Oczywiście, stoczniowa „Solidarność” wystąpiła do premiera rządu RP z petycją, której celem jest doprowadzenie do rozsądnych i korzystnych dla stoczni poczynań, a pierwszym działaniem musi być wyjaśnienie prawdy. Należy uznać to za gest szczególnie dobrej woli bez wywoływania konfliktu, co stwarza okazję dla PO i premiera do skierowania się na drogę propolskiej polityki gospodarczej, poczynając od bardzo poważnego tematu przemysłu okrętowego.


Jednak wyjaśnianie tej sprawy może potrwać bardzo długo. Tymczasem z doniesień wynika, że Bruksela może podjąć dość szybko decyzje zmuszające obecnego ukraińskiego inwestora albo do zwrócenia 742 mln zł pomocy publicznej, albo zamknięcia dwóch z trzech pochylni, co uczyni inwestycję w SG nieopłacalną…


– W obecnej sytuacji sprawą podstawową jest odpowiedź na pytanie, czy KE może żądać zwrotu przyznanej pomocy publicznej, skoro tej pomocy stocznia nie otrzymała – w tej chwili to jest problem nie do ominięcia i obecny rząd RP musi go rozwiązać z wynikiem pozytywnym właśnie z powodu zagrożenia ekonomicznego bytu Stoczni Gdańskiej.

Decyzja oparta na nieprawdziwych informacjach nie może obowiązywać. Niestety, znamy analogiczne sytuacje, np. trwa wciąż głośny problem z karą nałożoną przez Komisję Europejską na polskich rybaków bałtyckich za przekroczenie limitów połowu dorsza na Bałtyku, pomimo że limity zostały ustalone na podstawie nieprawdziwych danych, Komisja odrzuca sprawdzenie wiarygodności tych danych, a jednocześnie nie wprowadza kar dla rybaków innych krajów z wybrzeża Bałtyku, pomimo że ich raporty z połowów absurdalnie odbiegają od rzeczywistości.


A wracając do sprawy Stoczni Gdańskiej…


– Szczególnie ważne jest przypomnienie, że trwają i będą jeszcze trwać bardzo korzystne warunki dla rentowności produkcji statków. Polsce, przy naszym doświadczeniu w okrętownictwie, posiadanym zapleczu intelektualnym i wciąż jeszcze istniejącej infrastrukturze produkcyjnej, potrzebna jest mądra polityka morska i pilne odbudowywanie przemysłu okrętowego jako jednej z głównych sił napędowych całej gospodarki – ta dziedzina może przynosić bardzo poważne dochody. W dzisiejszej silnej konkurencji możemy wejść na liczące się pozycje w oparciu o produkcję jednostek morskich o najwyższym stopniu skomplikowania. Do tego szczególnie jest predysponowana Stocznia Gdańska i dlatego zaniechanie obrony tej stoczni przed inspiracjami europejskiej i światowej konkurencji nosi znamiona sabotażu gospodarczego i z tego obecnie rządzący muszą sobie zdawać sprawę.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj