fot. Marek Borawski

Katolicy rozbijają układ

Z poseł Elżbietą Kruk (PiS), byłą przewodniczącą KRRiT, rozmawia Małgorzata Goss

W 2011 r. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji rozpisała konkurs na pierwsze cztery miejsca na multipleksie 1. Co Pani pomyślała, gdy dowiedziała się, że o jedno z nich stara się Telewizja Trwam?

– Pomyślałam, że i tak nie dostaną.

A dlaczego Pani tak pomyślała?

– To wynik obserwacji procesu cyfryzacji telewizji naziemnej w Polsce, a także całego kontekstu, w którym ten proces się toczył. U nas był on prowadzony w ciszy gabinetów, w tajemnicy przed społeczeństwem, inaczej niż w innych krajach Unii Europejskiej, gdzie odbywały się konsultacje, debaty społeczne. O cyfryzacji jedno wiadomo było na pewno: że przeobrazi rynek mediów elektronicznych w poszczególnych krajach, a więc będzie miała decydujące znaczenie dla widzów oraz nadawców. Dlatego w innych krajach Europy proces cyfryzacji był prowadzony w sposób otwarty, na podstawie wypracowanej strategii, z pełną świadomością, że rynek będzie podlegał zmianie, i z pełną świadomością jego docelowego kształtu. W Polsce natomiast żadnej strategii nie było i mało kto wiedział, że trwa cyfryzacja. Doświadczenie podpowiada, że jeśli coś jest przeprowadzane w tajemnicy, jeśli decyzje podejmowane są dyskrecjonalnie, to można zakładać, że wszystko zostało z góry ustalone. Późniejszy przebieg cyfryzacji potwierdził moje przypuszczenia. Dla Telewizji Trwam batalia o miejsce na multipleksie skończyła się pozytywnie tylko dlatego, że w jej obronę zaangażowała się świadoma swoich praw część społeczeństwa. Przeciwnicy nie docenili tej siły. Jestem przekonana, że gdyby nie szeroki ruch społeczny, Telewizja Trwam nie dostałaby koncesji.

Droga do koncesji przypominała schody bez końca.

– Pierwsze decyzje podjęto po cichu wiosną i latem 2011 roku. Mało kto wiedział, że Krajowa Rada rozdała koncesje. Przyznała je czterem podmiotom w trybie tak nieprzejrzystym, że do dziś nie wiadomo, jakie kryteria decydowały, że dostał ten, a nie inny. Decyzje Rady zaskarżyło pięciu nadawców, w tym Fundacja Lux Veritatis. KRRiT nawet nie raczyła odpowiedzieć skarżącym na zarzuty w terminie kodeksowym.

Komu Rada przyznała koncesje?

– W 2011 r. nie do końca było wiadomo, kto je tak naprawdę dostał, ale dziś już wiemy. Otóż koncesje otrzymały dwie spółki związane z największymi koncernami medialnymi na rynku telewizyjnym, tj. spółka ATM związana z Polsatem i Stavka, którą niedługo potem przejęła TVN. Ta ostatnia początkowo wydawała się podmiotem niezależnym, ale jednocześnie żaden argument nie przemawiał za przyznaniem jej koncesji, ponieważ była to spółka-krzak, bez majątku i doświadczenia. Tylko dzięki zaangażowaniu środków personalnych, programowych i finansowych TVN była w stanie rozpocząć emisję. Przypomnę, że Polsat i TVN mają własne satelitarne platformy cyfrowe i liczne kanały naziemne. Polsat ma w sumie 13 miejsc na naziemnych multipleksach cyfrowych.

Kolejne dwa kanały KRRiT przydzieliła spółkom należącym do Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych Zbigniewa Benbenka (ZPR). To koncern medialny, który dotąd nie funkcjonował na rynku telewizji naziemnej, ale był obecny na rynku radiowym poprzez takie rozgłośnie jak Radio Eska, Radio WAWA, Radio VOX i inne, a także na rynku prasowym poprzez „Super Express”. Nie jest to przypadkowy podmiot jeszcze z jednego powodu: to jeden z największych graczy na rynku hazardowym w Polsce. Trzeba zdawać sobie sprawę, że takich interesów przypadkiem się nie robi. Spółka Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe powstała na początku lat 90. w wyniku uwłaszczenia komunistycznej nomenklatury na majątku przedsiębiorstwa państwowego o tej samej nazwie.

Odmowa przyznania koncesji Telewizji Trwam w tym rozdaniu to nie pierwszy przypadek dyskryminacji katolików w naszym kraju. Jak to się stało, że tym razem decyzja napotkała społeczny opór?

– Przede wszystkim były narzędzia, które pozwoliły przekazać społeczeństwu informacje o nadużyciach w postępowaniu koncesyjnym. Radio Maryja, „Nasz Dziennik” i Telewizja Trwam nadająca na satelicie przerwały medialną ciszę, jaką otoczony był proces cyfryzacji. Było to może niewiele w porównaniu z siłą oddziaływania koncernów medialnych, ale mimo to wystarczyło. W tej sprawie wszystkie merytoryczne argumenty przemawiały za Telewizją Trwam, więc było łatwo wykazać oczywistą niesprawiedliwość decyzji KRRiT. Zwłaszcza że nie było żadnego uzasadnienia dla przyznania koncesji akurat tym podmiotom, które je otrzymały. Ponadto kampania na rzecz Telewizji Trwam trafiła na podatny grunt, ponieważ Polacy już od pewnego czasu mieli świadomość, że nie posiadają swoich mediów. Media prawicowe, katolickie pozostają mediami niszowymi, podczas gdy dominujący nurt stanowią media nieprzychylne, wręcz wrogie wartościom drogim polskiemu społeczeństwu. I w takiej oto sytuacji jedyny nadawca spoza głównego nurtu, za którym przemawiało praktycznie wszystko, został przy przydzielaniu koncesji pominięty. Przecież w tych warunkach rolą i obowiązkiem Krajowej Rady było wspierać tego nadawcę. To było tak oczywiste! Dlatego sprzeciw okazał się silniejszy, niż przypuszczała władza, i objął swoją retoryką nie tylko postulaty związane z Telewizją Trwam, lecz także szersze –dotyczące wolności mediów i odnowy życia społeczno-politycznego. Liczba protestów przesyłanych do KRRiT i marszów protestacyjnych przerosła najśmielsze oczekiwania. Tego się rządzący nie spodziewali. Sądzili, że Polacy są już bezwolni, zdeptani.

Równolegle uruchomiono w obronie Telewizji Trwam wszelkie dostępne narzędzia prawne. Z jakim skutkiem?

– Wobec sprzeciwu koalicji rządzącej nie udało się doprowadzić do objęcia procesu koncesyjnego kontrolą NIK. Fundacja Lux Veritatis próbowała też dochodzić sprawiedliwości w sądach i prokuraturach, ale jak dotąd bez skutku. W NSA czeka jeszcze na rozpatrzenie skarga kasacyjna Fundacji. Rządząca większość odrzuciła też wniosek PiS o postawienie przewodniczącego KRRiT Jana Dworaka i członków KRRiT przed Trybunałem Stanu za naruszenie Konstytucji i ustaw.

Pod koniec 2012 r. Krajowa Rada ogłosiła drugi konkurs – o ostatnie cztery miejsca na MUX-1. Jakie były szanse, że Telewizja Trwam otrzyma jednak koncesję?

– Wprawdzie nacisk społeczny wymusił na Krajowej Radzie, aby kolejne decyzje podejmowała przy podniesionej kurtynie, niemniej jednak przyznanie miejsca Telewizji Trwam wcale nie było przesądzone. Pojawiły się pogłoski, że o koncesję na program społeczno-religijny będzie się ubiegać kilka podmiotów, padały nawet nazwy spółek. Jednak zgłosił się tylko jeden podmiot, który szybko się wycofał. Jestem przekonana, że inni nadawcy nie zdecydowali się na start w związku z sytuacją społeczną w kraju.

Gdy Telewizja Trwam dostała wreszcie koncesję, okazało się, że nie ma dla niej częstotliwości. To zwykła pomyłka?

– Nie wierzę w takie przypadki. Choć może można złożyć to na karb urzędniczych niedoróbek, nieliczenia się z obowiązującym prawem. Cyfryzacja, jak wspomniałam, miała być przeprowadzona po cichu. Nie spodziewano się, że błędy w terminie decyzji rezerwacyjnej z 2011 r. wydanej dla TVP wyjdą na jaw.

Kiedy zostały ujawnione, urzędy odpowiedzialne za te błędy nie spieszyły się z ich naprawieniem. Znów wymogła to na nich dopiero akcja wysyłania protestów obywatelskich.

– Wcześniejszym zwolnieniem MUX-1 przez telewizję publiczną zainteresowana była nie tylko Fundacja Lux Veritatis, ale także inny nadawca – spółka Stopklatka. To mógł być jeszcze istotniejszy argument dla Urzędu Komunikacji Elektronicznej i TVP niż protesty, bo Stopklatka należy do spółki Kino Polska, która cieszy się dużym poparciem w środowiskach twórczych, oraz koncernu Agora mającego ogromne wpływy w kręgach władzy.

Drugi konkurs o koncesje przebiegał w sposób przejrzysty?

– Nie do końca. KRRiT w lipcu 2013 r. przyznała koncesje Telewizji Trwam i telewizji publicznej na program dla dzieci TVP ABC, a z decyzją o pozostałych dwóch koncesjach – na kanał filmowy i edukacyjny zwlekała do września. Na rynku medialnym pojawiła się plotka, że obydwa kanały dostaną ZPR, tak jak w pierwszym konkursie. Ostatecznie jednak ZPR dostały kanał poradnikowy, a filmowy otrzymało Kino Polska, które wraz z Agorą stworzyło spółkę Stopklatka. Nawet sobie wtedy żartowałam, że musieli w końcu coś dać Agorze, żeby nie wybuchła druga afera Rywina.

Spółka zależna ZPR – TV Spectrum –ma wystartować z kanałem edukacyjno-poradnikowym pod nazwą Fokus TV. To będzie trzeci program ZPR, po Eska TV i Polo TV, na multipleksie 1, który posiada łącznie 8 kanałów. I gdzie tu pluralizm? Konkurencja była ogromna, starało się o to miejsce ośmiu nadawców, w tym taki potentat jak Discovery Polska. Jeśli KRRiT twierdzi, że decydujące są kwestie programowe i możliwości finansowe nadawcy, to jak taka powstająca dopiero telewizja może konkurować z kanałem Discovery, który ma ogromne biblioteki i zasoby?

Uznano może, że Discovery byłby zbyt silną konkurencją dla innych naziemnych stacji, którym KRRiT sprzyja?

– Oczywiście, że tak. Jednocześnie zwiększyłby atrakcyjność telewizji naziemnej, co jest istotne dla jej dalszego rozwoju. Im atrakcyjniejsza oferta naziemnej telewizji, tym silniejszą jest ona konkurencją dla platform koncernów medialnych. Discovery był największym przegranym w tym postępowaniu. Na dodatek wkrótce po rozstrzygnięciu konkursu okazało się, że Fokus TV jest nieprzygotowana do nadawania. Jej przedstawiciele poinformowali publicznie, że będą w stanie ruszyć dopiero w kwietniu br. W grudniu 2013 r. rozpisali konkurs na koncepcję programu o tematyce ekonomicznej, który ma być rozstrzygnięty w końcu lutego. Nasuwa się pytanie, dlaczego nie są przygotowani do emisji. Czyżby wiedzieli, że częstotliwości będą zajęte aż do 27 kwietnia? Co sprawiło, że Krajowa Rada dała kolejną koncesję spółce związanej z ZPR? To nie pierwsza decyzja Rady, która każe stawiać pytania. Na przykład spółka ATM, która dostała koncesję w pierwszym rzucie, zaskarżyła kwotę opłaty koncesyjnej. I nie tylko nie nadawała programu zgodnie z koncesją, ale też przez długi czas nic nie płaciła. Mimo to utrzymała koncesję, a opłatę podzielono jej na ponad 100 rat. Pytałam Krajową Radę o tę sprawę, ale nigdy nie otrzymałam odpowiedzi.

Przed 25 laty przy Okrągłym Stole Jan Dworak z innymi przedstawicielami strony solidarnościowej ustalał ze stroną komunistyczną zasady rynku medialnego. Te ustalenia nadal obowiązują?

– Jan Dworak po Okrągłym Stole nieźle sobie w mediach i polityce radził. Był zastępcą prezesa Radiokomitetu Andrzeja Drawicza, prezesem TVP, teraz jest szefem KRRiT, a w międzyczasie był producentem filmowym i członkiem PO. Skład Rady przeprowadzający cyfryzację nie jest przypadkowy. Zasiadają w niej m.in. Witold Graboś, który był wcześniej senatorem SLD, członkiem KRRiT, szefem Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty, czy Sławomir Rogowski zarejestrowany jako tajny współpracownik SB. W III RP mieliśmy stale do czynienia z blokowaniem rozwoju rynku medialnego, ucinaniem wszelkich inicjatyw, które nie wyrastają z poprzedniego ustroju. Wskutek cyfryzacji telewizji naziemnej zamiast dotychczasowych siedmiu kanałów mamy dwadzieścia, a czy nastąpiła jakaś zmiana jakościowa? Czy poszerzyła się oferta programowa albo zmienił układ własności na tym rynku? Społeczeństwo wywalczyło sobie Telewizję Trwam, ale oprócz tego nie zmieniło się nic! Wprawdzie pojawił się nowy koncern medialny obdarowany trzema kanałami, ale to kolejny postkomunistyczny biznes. Czy można to uznać za nową jakość?

Czy ta sytuacja jest wynikiem uzgodnień sprzed ćwierćwiecza?

– Pacta sunt servanda (umów należy dotrzymywać), zwykł mawiać nieżyjący już Bronisław Geremek. Fakty świadczą o tym, że porozumienie trwa. Jest nawet gorzej, bo jeśli spojrzeć na przekaz płynący z mediów tzw. głównego nurtu, zwłaszcza z telewizji, to ciśnie się na usta pytanie: czy to w ogóle są polskie media? Nie mówię o polskości w sensie własności, ale o tym, co te media prezentują. Szczególnie po 2010 r., po tragedii smoleńskiej, widać, że interesy naszych wschodnich i zachodnich sąsiadów są dla mediów ważniejsze niż polska racja stanu i dobro Narodu. O ogólnej linii programowej decydują właściciele. Gdzie te decyzje są podejmowane, tego nie wiemy. Przypuszczalnie jest to jeden ośrodek, bo przerzucając kanały, wszędzie napotykamy tę samą narrację, łącznie z telewizją publiczną. Dlatego tak wielkie nadzieje wiązane są z Telewizją Trwam, która mówi własnym głosem, wyłamuje się z chóru. To najważniejszy aspekt zwycięskiej batalii o przyznanie Telewizji Trwam koncesji naziemnej. Jest to jedyny nadawca, który łamie monopol informacyjno-propagandowy na rynku telewizji naziemnej. Tego się najbardziej obawiają! Bo teraz nawet ten, kto nie ogląda Telewizji Trwam, może trafić na nią przypadkiem, przełączając kanały. A nuż zobaczy, że coś, o czym słyszał z innych mediów, przedstawia się zupełnie inaczej i to go zastanowi? To może być kamyczek, który uruchomi lawinę. Mam nadzieję, że tak będzie.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj