Jeszcze można powalczyć o stocznie

Z Krzysztofem Fidurą, wiceprzewodniczącym NSZZ „Solidarność” stoczni szczecińskiej, rozmawia Marcin Austyn


Losy stoczni są już przesądzone?


– Mam nadzieję, że nie. Jednak napływające kolejne informacje sugerują, że sprawa gdzieś została doprowadzona do etapu, z którego wyjścia już nie ma. Wydaje się, że jedyną rzeczą, która może tu jeszcze coś zmienić, jest reakcja sfer politycznych. Naciskamy i apelujemy do premiera Donalda Tuska, by próbował coś zrobić, póki jeszcze można.

Minister Grad próbuje wymusić na KE dodatkową analizę wniosków…

– Jeśli minister Grad jeszcze raz po wyjściu z rozmów z którymkolwiek komisarzem powie, że nie ma tam dobrej woli, że widzi potrzebę rozmawiania z kim innym, to taka postawa tylko zaostrza sprawę i stwarza dodatkowy problem. Jednak dobrze, że minister próbuje wywierać jeszcze nacisk. Trzeba pamiętać o tym, że na razie mamy do czynienia z sugestiami negatywnej decyzji KE. Trudno nam oceniać całą sytuację, bo nie dostaliśmy do oceny zapisów programu restrukturyzacyjnego. Nie wiemy też, jakie są podstawy do takiego, a nie innego stanowiska unijnej komisarz. Może chodzi o pomoc publiczną, której rząd chce udzielić stoczniom, może same założenia programu są na tyle słabe, że nie zasługują na uwagę?


MSP twierdzi, że ma gotowy program awaryjny dla stoczni…


– Dziś będziemy rozmawiać z ministrem i będzie musiał nam przedstawić, co będzie działo się ze stoczniami do czasu przeprowadzenia prywatyzacji. Mamy przecież gwarancje funkcjonowania stoczni, gwarancje zatrudnienia i wynagrodzeń do czasu prywatyzacji. Teraz oczekujemy od ministra konsekwentnego działania.


Aleksander Grad wskazywał na duże różnice oceny przez KE i specjalistów MSP wielkości udziałów własnych inwestorów w procesie prywatyzacji. Skąd Pana zdaniem takie rozbieżności?


– Może komuś zależy, żeby na rynku budowy statków w Europie zmniejszyła się konkurencja?


Europa chyba nie powinna bać się konkurencji, przecież zapotrzebowanie rynku jest ogromne…


– My też tak uważamy, że nie trzeba bać się konkurencji. Wchodzimy w ofertę budowy statków, których azjatyckie stocznie jeszcze przez dłuższy czas nie będą podejmowały.


Może chodzi o tereny po stoczniach?


– Być może. Jednak chciałbym podkreślić, że w naszej stoczni pracuje ponad 4 tys. ludzi, w regionie będzie to kilkanaście tysięcy osób. Straty w przypadku likwidacji miejsc pracy będą sięgały 4 mld złotych. Myślę, że mając to na uwadze, warto jeszcze powalczyć. Dlatego próbujemy „uruchomić premiera”. Trudno, by ktoś zmienił ostateczną decyzję, ale może jeszcze przed jej wydaniem uda się wypracować przyjęcie dodatkowych obwarowań, pozwalających na akceptację programu. Wydaje się, że jest to ciągle możliwe, tylko trzeba działać.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj