„Humanae vitae”. Apel do władz publicznych

Ks. prof. Jerzy Bajda

W encyklice „Humanae vitae” Paweł VI kieruje poważny apel do władz publicznych: „Pragniemy zwrócić się do Rządów Narodów, ponieważ im to przede wszystkim powierzone zostało najważniejsze zadanie ochrony dobra wspólnego i oni mogą tak wiele uczynić dla ratowania dobrych obyczajów. Nie dopuśćcie nigdy do upadku dobrych obyczajów wśród waszych narodów! Nie pozwólcie stanowczo, żeby w życie rodziny, tej podstawowej komórki społeczeństwa, wprowadzono ustawowo praktyki sprzeczne z prawem naturalnym i Boskim! Zagadnienia bowiem, jakie się łączą ze wzrostem liczby ludności, władza państwowa może i powinna rozwiązać w inny sposób: mianowicie przez prawodawstwo nacechowane troską o rodziny i przez tak mądre wychowanie narodów, ażeby zostały nienaruszone zarówno prawo moralne, jak i wolność obywateli” (HV 23).

Po 40 latach czytamy w „Deklaracji” IV Światowego Kongresu Rodzin wezwanie skierowane do polityków: „Wzywamy rządzących i polityków, aby rodzina stała się podmiotem polityki, jako podstawowe i niezbywalne dobro w służbie narodowi. Apelujemy, aby chronili życie każdej istoty ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci, kładąc nacisk na wychowanie dzieci, które jest podstawowym prawem rodziców. Apelujemy, by chronić młodych ludzi przed demoralizacją i promować ekonomiczne rozwiązania prowadzące do godnych warunków życia wszystkich rodzin”1. Również parlamentarzyści, powołując się na obowiązujące deklaracje i konwencje o randze międzynarodowej, zwrócili się do rządów, apelując „o pełne realizowanie wymienionych aktów prawnych oraz stałe analizowanie, planowanie i wdrażanie wszelkiej polityki i działań służących dobremu funkcjonowaniu, rozwojowi i promocji rodziny”2. Widać, że wezwanie skierowane do władz przez Papieża Pawła VI jest nadal aktualne, a apel parlamentarzystów nawet bardziej naglący.


Odpowiedzialność w sferze publicznej


Deklaracja parlamentarzystów ma charakter ogólnikowy i formalny, przytacza tylko dokumenty międzynarodowe o charakterze politycznym, ignorując zupełnie „Kartę Praw Rodziny”, która dla sprawy ma podstawowe znaczenie. Apel do rządów jest słuszny i uzasadniony, ale parlamentarzyści powinni także zadać sobie trud oceny aktualnej sytuacji, która na płaszczyźnie polityki jest zaprzeczeniem tego wszystkiego, co składa się na pojęcie dobra wspólnego. Tam, gdzie chodzi o człowieka, nie można ograniczać się do przypomnienia litery prawa; tu bowiem chodzi o prawdziwe dobro powierzone rodzinie, dobro, które transcenduje absolutnie poziom jurydyczny. Wiele dokumentów służy de facto jako parawan dla działań prowadzonych przez uprzywilejowane organizacje międzynarodowe, a zmierzających do zniszczenia rodziny przez zniszczenie etosu stanowiącego podstawę współżycia ludzkiego w ogóle. Politycy powinni odwołać się do odpowiednich trybunałów z żądaniem ukarania przestępczych organizacji i wymaganiem odszkodowania dla milionów rodzin skrzywdzonych przez propagandę programów antyrodzinnych. Nasi parlamentarzyści (poza wyjątkami godnymi uhonorowania) nie uczynili niczego dla uchwalenia poprawki do Konstytucji w celu wykluczenia wszelkiego zamachu na życie człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Nasi politycy nie uczynili niczego dla zreformowania ustaw składających się na prawo rodzinne, aby zagwarantować w sposób zdecydowany nierozerwalność małżeństwa i świętość rodziny zbudowanej na sakramencie małżeństwa, jak tego domaga się kultura chrześcijańskiego Narodu. Ustawa o rozwodach wprowadzona przez wrogów Boga i nieprzyjaciół Narodu stanowi nadal skałę zgorszenia, fałszując świadomość społeczną i stając się zachętą do działań nieodpowiedzialnych, pomijających zasadę wierności i nieodwołalności przymierza małżeńskiego. Cała służba zdrowia (znowu z wyjątkami, które należy zaakcentować z czcią), niestety z najwyższymi zwierzchnikami rządowymi, służy wytrwale realizacji programu postawionego przez Lenina i Hitlera, traktując płodność ludzką jako chorobę i stosując „lekarstwo” w postaci antykoncepcji, sterylizacji i aborcji, co oznacza przyjęcie takiej filozofii, jaką napiętnował Jan XXIII, mówiąc o tych, „którzy uważają, że człowieka i jego życie należy bez reszty sprowadzić do materii”.

Państwowy sektor oświaty i wychowania ignoruje sprawdzone od tysiącleci zasady i metody wychowania, nawiązujące do duchowej konstytucji rodziny i religijnego powołania osoby ludzkiej i wprowadza – nie wiadomo, czy przez ignorancję, czy ze złej i przewrotnej woli – programy i metody wychowania, które służą jedynie deprawacji moralnej i zatraceniu poczucia osobowej godności chłopców i dziewcząt. Smutne i tragiczne owoce tego „wychowania” bywają niekiedy podawane do publicznej wiadomości przez pewne media, głównie po to, aby oswoić społeczeństwo z rzekomo obowiązującym i koniecznym kierunkiem ewolucji kultury i obyczajów. Mało już jest ludzi, którzy przeżywają moralny wstrząs na wiadomość (autentyczne!), że w szkołach tysiące młodych ludzi uprawia prostytucję, łakomiąc się na bezwartościowe drobnostki, lub że wśród nastolatek w wieku przedlicealnym notuje się tysiące przypadków ciąży w ciągu roku w skali kraju. Uważa się, że to wszystko jest „normalne”, ponieważ wszędzie, a zwłaszcza w tak zwanej Europie, tak właśnie się dzieje. Nie ma publicznego protestu przeciw tak zwanej edukacji seksualnej, której profil etyczny jest adekwatny najwyżej dla programu wychowania czworonogów (co do których, notabene, w niektórych krajach są plany, aby je „równouprawnić” z człowiekiem).

Nie ma żadnej odpowiedniej akcji protestacyjnej przeciw panoszącej się wszędzie pornografii, nie ma żadnej reakcji prawnej i społecznej na fakt systematycznego poniżania nauki religii i nękania katechetów, usiłujących dobrze spełniać swoje zadania w szkole. A przecież młodzież katolicka powinna mieć szansę poznania prawd religii katolickiej, poza którą nie znajdą światła dla prowadzenia życia godnego człowieka. Już Henryk Sienkiewicz powiedział przed wiekiem, że „szkoła bez Boga wychowa jedynie bandytów i złodziei”. Gdyby dziś cudem ożył, znalazłby druzgocące potwierdzenie swego zdania, na wszystkich poziomach życia społecznego i politycznego.


Obronić suwerenność rodziny


Są rodziny, które w poczuciu odpowiedzialności za duchowe dobro swoich dzieci pragną stworzyć coś w rodzaju „domowej szkoły”, jak to od wieków było praktykowane w Kościele i w narodach chrześcijańskich, dopóki politycy o tendencjach totalitarnych nie zmusili rodzin ustawami do oddawania dzieci pod władzę szkoły. Jednak dzieci nie są własnością szkoły ani państwa, ani najbardziej postępowej i rewolucyjnej, a choćby liberalnej „partii”, lecz są własnością Boga, który powierza je rodzicom do wychowania, aż do czasu, gdy sam ukaże im drogę powołania przez głos Kościoła. Ludzie chcą uczyć (ci ludzie bardziej uświadomieni religijnie i wykształceni) swoje dzieci w domu i mają do tego prawo, które wynika z samej istoty powołania rodziny, a które jest sformułowane w art. 5 „Karty Praw Rodziny”, z uszczegółowieniem w punktach od a do f. Tymczasem ze strony władz napotykają na niezrozumiałe przeszkody. A przecież od początku świata rodzina jest pierwszą i podstawową szkołą człowieka przychodzącego na świat. Rodzina, która jest do tego moralnie i intelektualnie przygotowana, nie powinna napotykać na przeszkody ze strony kogokolwiek. W sprawach bowiem wychowania, które należy do całego zespołu zadań moralnych i religijnych, rodzina jest suwerenna i dlatego nie może i nie powinna poddawać się niewolniczo totalitarnym uzurpacjom ze strony władz państwowych. Rodziny powinny wspólnie bronić swej suwerenności, co leży także w interesie (dobrze rozumianym) państwa, ponieważ suwerenność rodziny aktualizuje w wymiarze społecznym suwerenność osoby, a ta z kolei jest podstawą i źródłem suwerenności narodu i państwa. Uczy tego Jan Paweł II we wszystkich swoich dokumentach, zwłaszcza w „Liście do Rodzin” (n. 17), a teologiczne podstawy dla tego zagadnienia znakomicie rozwija ks. prof. Czesław S. Bartnik w swoich traktatach. Suwerenność rodziny nie podoba się tylko tym politykom, którzy uważają, że demokracja wywodzi się z „rewolucji francuskiej” albo z „rewolucji bolszewickiej” i którzy w swoim myśleniu filozoficznym nie wyszli poza schematy heglowsko-marksistowskie. „Wzorowym” przykładem takiego polityka i „myśliciela” był niejaki Adolf Hitler. Oby nasza polityka polska wygrzebała się wreszcie z tych mętów i gruzów historii naniesionych przez fale wspomnianych rewolucji i stanęła na gruncie myśli polskiej, natchnionej prawdą chrześcijaństwa. Kiedy wreszcie zaczniemy wyciągać wnioski z bogatego nauczania społecznego Kościoła, od Leona XIII do Jana Pawła II i Benedykta XVI?


Etyczno-osobowe rozumienie dobra wspólnego


Paweł VI w swoim apelu kładzie nacisk na obowiązek rządów „ochrony dobra wspólnego”. Jest to trafne podkreślenie faktu, że rząd ma obowiązek „ochrony” dobra wspólnego i nie jest jedynym podmiotem tworzącym to dobro, a bynajmniej nie utożsamia się z samym dobrem wspólnym. Dobro wspólne leży na płaszczyźnie moralnej, nie politycznej, ponieważ jest dobrem kształtowanym przez osoby ludzkie w płaszczyźnie współodpowiedzialności za ostateczną prawdę powołania ludzkości. Ta współodpowiedzialność realizuje się poprzez wielość form współdziałania prowadzącego do realnego uczestnictwa w dobru, które całemu społeczeństwu nadaje rangę autentycznej wspólnoty ludzkiej. Dobro wspólne jest „dobrem tworzonym wspólnie” – jak głosi Jan Paweł II w „Liście do Rodzin” – przez takie otwarcie się na tajemnicę człowieka, które pozwala wszystkim ubogacać się wzajemnie tym dobrem, które człowieka czyni bardziej człowiekiem. Rodzina jest z samej swej konstytucji konkretnym kształtem (społecznym) tego dobra i dlatego rodzina jest zasadą i modelem dobra wspólnego w skali narodu i państwa.


Odpowiedzialność za kulturę i etos


Państwo pełni w tym wszystkim jedynie rolę pomocniczą, konieczną ze względu na ludzką słabość spowodowaną grzechem pierworodnym. Z tego względu rolę pomocniczą pełnią odpowiednie ustawy i instytucje wspierające realizację postulatów sprawiedliwego prawa. Takie prawo może być jedynie wyrazem prawa naturalnego i nie może w żadnym razie nakazywać działań sprzecznych z prawem naturalnym i Boskim. Dlatego właśnie Paweł VI z takim naciskiem woła: „Nie pozwólcie stanowczo, żeby w życie rodziny, tej podstawowej komórki społeczeństwa, wprowadzono ustawowo praktyki sprzeczne z prawem naturalnym i Boskim!”. W przytoczonym fragmencie HV 23 Paweł VI ściśle łączy odpowiedzialność publiczną za dobro wspólne i odpowiedzialność za obronę dobrych obyczajów. Jest to pojęcie, które w kontekście porządku prawnego jest równoważnikiem „moralności publicznej”, czyli tej moralności, która przejawia się w faktach, instytucjach, zwyczajach i obyczajach promowanych i tolerowanych, które stanowią składnik ogólnej kultury narodu. Jednak to pojęcie „moralności publicznej” nie może być pojmowane jako oderwane od moralności praktykowanej w sercu osoby ludzkiej i w relacjach międzyosobowych. Oba wymiary moralności warunkują się i przenikają wzajemnie. Autentyczność kultury moralnej jakiegoś społeczeństwa zależy od zgodności tych dwóch wymiarów moralności, przy zachowaniu prymatu moralności wewnątrzosobowej. Obrona moralności publicznej jest konieczna dla stworzenia właściwego klimatu wychowania człowieka. Jest czymś absurdalnym i niegodnym człowieka jako istoty rozumnej, kiedy prywatnie człowiek usiłuje respektować wymagania prawa Bożego, a w sferze publicznej, w kulturze, polityce, ekonomii, w sztuce, popiera rozwiązania sprzeczne z wiarą i świętością życia ludzkiego, opowiada się za aborcją, broni prawa rozwodowego, toleruje ataki na świętość małżeństwa, zgadza się na kohabitację, czyli konkubinat młodych lub uważa, że publiczna propaganda homoseksualizmu nie jest żadnym przestępstwem i głosuje na jakąś partię liberalną lub ateistyczną (co na jedno wychodzi). Jest także godny potępienia styl faryzejski przyjęty przez pewnych polityków, którzy w duszy za nic mają wszelkie Przykazania Boże, a na pokaz, dla propagandy, aby zyskać poparcie naiwnych katolików, biorą udział ostentacyjnie w ceremoniach religijnych, biorą ślub kościelny w asystencji biskupa, fotografują się z biskupem (jak się to robi na Krupówkach w towarzystwie sztucznego misia) lub wykonują jeszcze inne tego rodzaju gesty. Jest to hipokryzja, która powinna być publicznie napiętnowana, jest to zgorszenie, które wymaga naprawienia. Bo co to za religijność, kiedy ktoś na pokaz udaje katolika, a w polityce popiera tych, którzy agresywnie i bezczelnie atakują szlachetne inicjatywy katolików podejmowane w dziedzinie kultury i życia społecznego lub twierdzą, że zabijanie dzieci poczętych jest tylko pełnieniem obowiązków wymaganych przez prawo. Politycy, którzy publicznie popierają aborcję, powinni wiedzieć, że znajdują się w sytuacji określonej kanonicznie jako ekskomunika. Tego typu zgorszenie powinno być stanowczo usunięte z horyzontu naszej kultury, a tacy ludzie, rozdwojeni w swoim myśleniu, powinni być odsunięci od władzy, aby nie hańbili dobrego imienia Polski i nie plugawili duchowego oblicza naszej Ojczyzny.


Przywrócić rodzinie podmiotowość


Suwerenność rodziny, mająca swój głęboki fundament antropologiczny, powinna znaleźć swoją konkretyzację w wymiarze życia społecznego, politycznego i ekonomicznego. Deklaracja IV Światowego Kongresu Rodzin wzywa polityków i rządy, aby uczynili wszystko, by rodzina stała się „podmiotem polityki” w pełnym tego słowa znaczeniu. Od pewnego czasu bowiem rodzina jest jedynie „przedmiotem” dość osobliwej polityki, która przejawia się w okazywaniu gestów współczucia lub może politowania, jest traktowana jak ubogi krewny lub po prostu żebrak oczekujący litościwego wsparcia. Trudna sytuacja rodzin, polegająca na tym, że urodzenie i wychowanie dzieci zgodnie z religijnym powołaniem rodziny wymaga niekiedy bohaterstwa, a rodziny odważnie pełniące to zadanie spotykają się z pogardliwym uśmieszkiem ze strony ludzi, którzy nigdy nie uświadomili sobie, jakim darem stało się dla nich to, że ktoś mimo wszystko postanowił ich urodzić. Rodzina nie jest prywatnym hobby jakichś nawiedzonych fanatyków: jest służbą Bogu i ludzkości. Polityka rządowa powinna być z zasady ukierunkowana na rodzinę, która jest właściwym celem istnienia państwa. Na rodzinę powinna być ukierunkowana cała polityka społeczna i ekonomiczna. Ziemia, surowce, mieszkania, przemysł, a przede wszystkim rolnictwo, powinno być ofiarowane rodzinie jako jej niezbywalne prawo. Państwo nie może sobie przywłaszczać (a zwłaszcza żadna partia, żadne mafie polityczne) tych naturalnych dóbr, które zostały przez Boga ofiarowane rodzinie wraz z przykazaniem: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się i czyńcie sobie ziemię poddaną” (Rdz 1, 28). Zbrodnią przeciw Narodowi jest sprzedawanie majątku narodowego ludziom czy organizacjom obcym lub nawet wrogim Polsce i prowadzącym ciemne interesy ze szkodą dla państwa. Rząd jest odpowiedzialny za to, aby autentycznym rodzinom stworzyć odpowiednie warunki życia i rozwoju. Nędza rodzin jest ciężkim oskarżeniem państwa, jego polityki, jego systemu ekonomicznego. Rząd, który nie dba o rodzinę i dba tylko o swoje prywatne cele i prywatne kieszenie, jak najbardziej zasługuje na to określenie, które wyszło z ust pokornego biskupa Hippony: „To nie jest rząd, to jest banda łotrów”.

Nie można w tym krótkim szkicu rozwinąć całego ogromu problemów, które należałoby poruszyć w kontekście apelu Pawła VI. Ale niechby przynajmniej nasi politycy przeczytali dokładnie ów tom materiałów Kongresu Rodzin, jaki został w tym roku opublikowany w Łomiankach! Niechby zaczęli myśleć kategoriami ludzkimi, a nie partyjnymi czy może mafijnymi (na przykład euroobywatelskimi). A społeczeństwo powinno mieć jasną świadomość, że głosowanie na polityków, którzy lekceważą Prawo Boże, stojące u podstaw godności i świętości rodziny, jest grzechem śmiertelnym, za który trzeba będzie ciężko pokutować w tym życiu i przyszłym.

Niechby także – o co się modlę wytrwale – pan prezydent RP miał na tyle odwagi i uczciwości, aby nie podpisywał traktatu lizbońskiego, ponieważ ten traktat jest przeciwny dobru rodziny i Narodu, jest przeciwny prawu naturalnemu i Boskiemu. Podpisanie tego traktatu postawiłoby definitywnie osobę pana prezydenta w szeregu osobistości kolaborujących z antychrześcijańską „Europą” i wrogich Polsce, traktujących Polskę jako kraj kolonialny, poddany anonimowym siłom politycznym. Boże, miej w opiece naszego prezydenta!

1 Rodzina wiosną dla Europy i świata. Wybór tekstów z IV Światowego Kongresu Rodzin 11-13 maja Warszawa 2007. Łomianki 2008, s. 708.

2 Tamże, s. 710.

drukuj