fot. Antoni Zalewski

Homilia ks. abp. Konrada Krajewskiego wygłoszona podczas Święta Eucharystii w Łodzi

Duchu Święty. Ni z tego, ni z owego, tchnij na nas tu zebranych na całego. Przyjdź Duchu święty. Napełnij serca swoich wiernych tu zebranych. I zapal w nas ogień Twojej miłości.

Szedłem za Tobą Pani Jezu w Hostii utajonym. I tak idąc za Tobą ulicami naszego miasta myślałem o tym, jak nie mieścisz się w Kościele. Jak bardzo pragniesz z niego wychodzić, żeby brać udział w naszym codziennym życiu. W moim życiu. Śpiewamy: „Pan idzie z nieba zagrody nasze widzieć przychodzi i jak się jego dzieciom powodzi”. Najświętszy Sakrament jest największym skarbem jaki mamy w Kościele. To Twoja obecność pod postaciami chleba i wina. Moi Drodzy – prostszych znaków już nie ma. Nie można ich wymyślić. Garść mąki, kropla wody, słowa kapłana – świętego lub nie, i jest Jezus Chrystus. Kiedy my Cię przywołujemy na ołtarz, to Ty przychodzisz. Nasz Arcybiskup zaprosił nas by Cię adorować. Około 12 będzie tu na ołtarzu. Poprzez słowa kapłana. Co za pokora. Co za posłuszeństwo. Będzie Jezus na ołtarzu, kiedy my chcemy. Możemy się Tobą karmić. Możemy Cię adorować. A możemy nie zwracać na Ciebie uwagi nawet przez całe życie. Możemy Cię także zaprosić do naszego życia i pozwolić Ci wychodzić z Kościoła po każdej komunii św., po każdej spowiedzi.

Moi Drodzy, wtedy ja staję się monstrancją. Wtedy ja staję się żywym tabernakulum. Wtedy ja Cię noszę w sobie i mogę zabrać Cię wszędzie gdzie idę. Do szkoły, do urzędu miasta, do mojego domu, do rodziny rozbitej, skłóconej, rozwiedzionej. Mogę Cię zabrać wszędzie. Mogę Cię zabrać tam gdzie sobie w życiu nie radzę. Nawet w miejsca, gdzie ‘miłości po błocie chodzi’. A ona chodzi po błocie. Bo ja czasem chodzę po błocie.

Dlaczego więc Ciebie nie widać na ulicach naszego miasta? ,w naszych urzędach, w naszych rodzinach? Gdzie jesteś? Dlaczego nie roznosimy Twojego zapachu dokądkolwiek pójdziemy?

A może to nie jest problem Twojej obecności, ale mojej wiary? Może to jest problem mojej wiary? Wynoszę Cię z Kościoła, ale nikt Cię we mnie nie rozpoznaje… Może to ja Cię zasłaniam? Nie staję się znakiem widzialnym niewidzialnego Boga?

Podczas pielgrzymki na Ukrainę w 2001 roku byliśmy z Ojcem Świętym Janem Pawłem II we Lwowie. W godzinach popołudniowych odbywało się spotkanie z wiernymi, przede wszystkim młodymi, tak, jak wczoraj na Lednicy. Plac był wypełniony ludźmi wierzącymi. Tańce, śpiewy, lwowskie przyśpiewki, Ukrainki prawie tak piękne jak nasze łodzianki, i przemówienie Papieża. A tu nagle zerwał się wiatr i nastąpiło oberwanie chmury. Dokładnie tak, jak w minionych dniach, w niektórych zakątkach Polski. Deszcz tak niemiłosiernie uderzał w blaszany dach podium, na którym siedział i przemawiał Papież, że chyba Ojciec Święty sam siebie nie słyszał. Ludzie skuleni, przemoczeni, z wielkim strachem patrzyli na to co się dzieje. Koniec świata. Nagle Jan Paweł II odłożył kartki przesunął mikrofon bliżej i zaczął śpiewać: ‘Nie lij deszczu, nie lij, bo cię tu nie trzeba…’ Wszyscy byli tak zdziwieni, jak wy teraz, że ja śpiewam. Arcybiskup Marini spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Nie rozumiał co śpiewał Papież, bo on Włoch, a Papież śpiewał po polsku. I był przekonany, że Ojcu Świętemu coś się stało. Wiek, choroba, zmęczenie, bezradność, może nie te tabletki. Nagle przestało padać. Zaczynało wychodzić piękne słońce. Papież jak gdyby nigdy nic wrócił do przygotowanego tekstu. Widziałem wiarę ‘niedowiary’!

Staliśmy osłupieni. Zapomnieliśmy, że wiara, jak uczył ks. Twardowski ‘jest cudem ufności po ciemku’. Zapomnieliśmy o słowach Jezusa ‘zaprawdę, zaprawdę powiadam wam – wam – kto we mnie wierzy będzie  także dokonywał tych dzieł, których ja dokonuję. A nawet większe od tych uczyni. Będzie czynił cuda.

Chciałem Was zapytać – dlaczego my, choć wierzmy, nie czynimy cudów? Albo wierzymy Bogu, albo nie. On mówi, że możemy czynić cuda, no więc dlaczego ich nie czynimy?

Inne spotkanie związane z Janem Pawłem II, które miało miejsce zaledwie półtora miesiąca temu. Kanonizacja. Tak bardzo oczekiwana. Wiele osób stąd było na placu św. Piotra. Setki tysięcy wiernych z całego świata stało całą noc w wąskich uliczkach Rzymu. Bali się zasnąć. Choć w ścisku można było spać na stojąco – nikt by nie upadł, tak było ciasno. Wszyscy czekali na otwarcie placu. Tuż przed rozpoczęciem celebracji pojawiła się mżawka. – Księża Biskupi pamiętają. – Pierwsze krople deszczu. Siedziałem w sektorze dla koncelebransów, razem z arcybiskupem Marinim. Prawie wszyscy zaczęli rozglądać się za parasolami, które roznosiły służby porządkowe. Jakoś nie mieliśmy odwagi, by zwrócić się do Boga, jak Jan Paweł II. a właściwie już za jego pośrednictwem: ‘Panie, po to zebrałeś tu od wczoraj te setki tysięcy ludzi różnych języków, różnych narodów, by wykąpać ich w deszczu? Po dalekich podróżach są niewyspani, zmęczeni, a tu jeszcze deszcz?! Jeśli tak, to ja idę z tego placu. Nie masz miłosierdzia nad nimi?! .

To rozglądanie się za parasolami było znamienne. Moi Drodzy, nigdy nie uczynimy żadnego cudu, gdy będziemy myśleli o samych sobie! Nigdy. Ale chyba w tym wielkim zgromadzeniu był jednak ktoś, kto targował się z Bogiem. A może nawet go szantażował. Tak, jak matka modli się za swoje dziecko, jest gotowa przyjąć na siebie wszystko, każdą chorobę, byleby tylko dziecko było zdrowe, by zmieniło swoje życie, wyszło z nałogu. Dlaczego nie wierzymy, że możemy czynić cuda? Przecież przy każdej spowiedzi napełniamy się łaską Boga. Spożywamy Go. Nosimy Go w sobie. Stajemy się Jego nosicielami. Może dlatego, że jednak Panu Bogu do końca nie ufamy?

Zapominamy, że najkrótszym wyznaniem wiary jest: ‘Jezu ufam Tobie’. Nie sobie. Nie czterem lekarzom naraz. Nie prezydentowi, nie sejmowi, ale Tobie Jezu. Bo ja naprawdę od Ciebie zależę. Dlaczego nie czynimy cudów? Nigdy nie uczynię żadnego cudu, jeśli myślę tylko o sobie. Kiedy jestem zjednoczony z Bogiem, kiedy staję się Jego monstrancją, taką jak dziś niesiona po ulicach  naszego miasta, kiedy jestem Jego tabernakulum, kiedy pozwalam Jezusowi mieszkać we mnie – to już nie ja żyję. Ale żyje we mnie Chrystus. I to On dokonuje cudów. Nie ja. Uwierz w to. Tylko wpuść Chrystusa do swojego serca, do swojego domu. Tam gdzie sobie nie radzisz. Wpuść go do Internetu, gdzie mówisz że to jest nawigacja, a to jest zwykłe grzebanie. I wcale nie staję się lepszy. Wpuść Go tam, zabierz Go tam. A zaczniesz czynić cuda.

Dlaczego nikogo nie widzimy, kto przechodzi obok naszych świątyń i czyni znak krzyża? Od tego zaczynają się cuda. Dlaczego nie widzimy nikogo, kto zaczyna posiłek czyniąc znak krzyża? Od tego zaczynają się cuda. Dlaczego w rodzinach się nie modlimy? Od tego zaczynają się cuda.

A może dzisiaj, przed kolacją, w domu – przeżegnajmy się. Zobaczysz, że wszystko się zmienia. Będzie ci wstyd przeżegnać się przed posiłkiem wobec twoich dzieci. Dzieci wobec rodziców. A wtedy, już nie żyję ja, ale żyje we mnie Chrystus – to on dokonuje cudów. Jeśli Go zaproszę, zacznę roznosić Jego woń, Jego obecność, tam wszędzie dokądkolwiek pójdę. Zacznę promieniować Bogiem.

Przed przyjęciem komunii świętej poganin, rzymski żołnierz, który wdarł się do każdej naszej Eucharystii, daje nam świadectwo, uczy nas prawdziwej wiary – ‘Panie nie jestem godzien abyś wszedł pod mój dach, ale powiedz tylko słowo, a wszystko zmieni się w moim życiu’. W mojej rodzinie, w moim mieście, w mojej szkole, w moim urzędzie, w naszym parlamencie.

Jezu obdarz mnie pokojem, o którym mowa w dzisiejszej Ewangelii, tak, aby każdy człowiek który mnie dzisiaj spotka – nie jutro, dzisiaj – spotkał nie mnie, ale Ciebie. Zostań Panie z nami, abyśmy się stali dowodem na Twoje istnienie w moim kochanym mieście Łodzi. Bądźmy dowodem na istnienie Boga tam gdzie żyjemy. Amen

drukuj