Grad, oddaj nasze 700 milionów


W huku petard i swądzie palonych opon manifestowali wczoraj na ulicach Warszawy związkowcy. Kilkusetosobowe demonstracje zorganizowali związkowcy ze Stoczni Gdańsk, a wcześniej Komitet Pomocy i Obrony Represjonowanych Pracowników oraz „Solidarność” Pracowników Stacji Sanitarno-Epidemiologicznych. Protestujący domagali się, aby rządzący zwrócili uwagę na złą sytuację ich zakładów pracy, zachowanie praw pracowniczych, no i oczywiście podwyżki.


Podwyżki płac oraz przeprosin od posła Janusza Palikota (PO), który miał nazwać pracowników sanepidu „prostytutkami i złodziejami”, domagało się kilkuset związkowców ze stacji sanitarno-epidemiologicznych pikietujących wczoraj przed siedzibą Ministerstwa Zdrowia. Pikietę zorganizował NSZZ „Solidarność” Pracowników Stacji Sanitarno-Epidemiologicznych, poparło ją m.in. Forum Związków Zawodowych. Według szacunków policji uczestniczyło w niej ponad 500 osób. Pracownicy domagali się m.in. wzrostu płac o 500 zł, zapewnienia środków na funkcjonowanie sanepidu oraz utrzymania dotychczasowych zadań i kompetencji Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Ponadto związkowcy domagają się środków na realizację ponadzakładowego układu zbiorowego pracy. Manifestację o zachowanie praw pracowniczych przeprowadzili również związkowcy Sierpnia ?80.
Najbardziej spektakularna i najgłośniejsza była jednak manifestacja związkowców ze Stoczni Gdańskiej. Zaczęła się w okolicach Ministerstwa Skarbu Państwa od podpalenia opon i odpalenia petard. W drodze przed budynek Sejmu protestujący odczytali również petycję adresowaną do prezydenta. Związkowcy napisali m.in.: „skoro rząd Donalda Tuska poinformował Komisję Europejską, że Stocznia Gdańska otrzymała w różnej formie 742 mln 876 tys. 870 zł i 75 gr pomocy publicznej, to żądamy, aby każda złotówka tej pomocy była bardzo szczegółowo rozliczona”.
Protest „S” dotyczył m.in. decyzji Aleksandra Grada, który potwierdził w Brukseli, iż Stocznia Gdańsk SA otrzymała ponad 700 mln zł pomocy publicznej. Tymczasem według „S”, z informacji księgowych, potwierdzonych przez biegłych rewidentów, niezależnych audytorów i urzędników MSP i UOP, wynika, że nigdy taka kwota nie wpłynęła na konta stoczni.
– Rząd zamierza po prostu zamknąć stocznię i zmusza inwestora do takiej decyzji. Natomiast tych pieniędzy stocznia nigdy nie dostała. Nie chcemy również, aby Stocznia Gdańska była połączona ze Stocznią Gdynia. Nie po to z PiS ją rozłączyliśmy, by teraz ponownie łączyć, bo to będzie oznaczało zwolnienie 2 tys. pracowników – stwierdził Karol Guzikiewicz, wiceszef Komisji Międzyzakładowej NSZZ „Solidarność” Stoczni Gdańskiej. Zapowiedział również wyjazd stoczniowców do Brukseli do komisarz Nelly Kroes. – Donald Tusk ma problem, że jego minister kłamie przed całą Polską, że stocznia otrzymała dotację. Na pewno więc złamano prawo oczekujemy szybkiej decyzji również od pana premiera, a nie kluczenia, chowania się i bawienia się w kotka i myszkę. W lipcu, jeżeli nie będzie decyzji lub będą one negatywne, zjawimy się tu z powrotem, ale z namiotami. Jeżeli dalej nie będzie skutku – 29 sierpnia „Solidarność”, jako cały związek, zorganizuje tutaj stutysięczną manifestację, bo zbyt dużo spraw w Polsce jest niezałatwionych – powiedział Guzikiewicz dziennikarzom.
Suchej nitki na Gradzie nie zostawił również Roman Gałęzewski, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ „Solidarność” Stoczni Gdańskiej. – Nie będziemy czekali i patrzyli, jak minister Grad niszczy to, czego przez ubiegły rok dokonaliśmy. Wygląda bowiem na to, że minister chce to zepsuć, stosując różne sztuczki. Jest to oczywiście na razie manifestacja pilotażowa, pokazanie, że nie będziemy „siedzieli cicho”. Natomiast, oczywiście, jak rząd się nie opamięta, to będzie inna – ostrzega Gałęzewski. Jego zdaniem, Grad ma przyzwolenie od władz na podejmowanie takich działań. – To nie jest przypadek, że minister Grad z jednej strony przez osiem i pół miesiąca mówi, że w stoczni mieliśmy „prywatyzację po ukraińsku” itd., mimo że trwała ona ponad pół roku, a teraz chce ją zrobić w dwa tygodnie i nie uważa, że jest to złodziejstwo. Tak że jest to taka mentalność. Dwa dni temu mówił, że ma kilkunastu inwestorów, a dzisiaj wybiera tego, którego tak „opluwał”. Jest więc to bardzo dziwne zachowanie – dodaje Gałęzewski.
Stoczniowcy manifestowali w asyście ponad 50 wozów policyjnych. Dwa razy próbowano zablokować autokary z protestującymi. Policja chciała dokonać w nich rewizji, na co stoczniowcy nie wyrazili zgody, bo nie było nakazu.
Tymczasem przebywający wczoraj w Szczecinie minister Skarbu Państwa Aleksander Grad zapewnił, że do 26 czerwca Komisji Europejskiej zostaną przedstawione programy restrukturyzacyjne dla trzech stoczni: Gdańsk, Gdynia i Szczecin. Programy mają gwarantować rentowność i redukcję produkcji.
– Było pół roku z poprzednim inwestorem, Złomreksem, i nic z nich nie wyniknęło. A teraz przez dwa tygodnie ministerstwo ma przeprowadzić rozmowy i przedstawić plan prywatyzacji – zauważa Krzysztof Fidura, wiceprzewodniczący „Solidarności” w Stoczni Szczecińskiej Nowa. – Chciałoby się wierzyć, ale jest to wiara oparta na przymusie, gdyż nie mamy innego wyjścia – dodaje. Również jego zdaniem, wczorajsze rozmowy z ministrem Gradem nie były zbyt merytoryczne, a rozmowy na temat sytuacji w stoczni toczyły się w tym tygodniu już wcześniej w Warszawie, choć i z nich związkowcy zbyt wiele się nie dowiedzieli. – Problem polega na tym, że tych pomysłów nie ma. Są to wszystko wyjścia awaryjne robione na kolanie – podsumowuje wiceprzewodniczący „Solidarności” ze Stoczni Szczecińskiej Nowa.


Jacek Dytkowski
Grzegorz Lipka
drukuj