Decyzja o wybuchu powstania

Jeżeli w Polsce używa się słowa "powstanie" bez przymiotnika, to wiadomo,
że chodzi nie o Powstanie Listopadowe, Styczniowe, Wielkopolskie czy
Kościuszkowskie, ale o Powstanie Warszawskie. Pierwsza decyzja o jego wybuchu
zapadła 21 lipca 1944 r., a ostateczna 31 lipca, kiedy generał Tadeusz
Bór-Komorowski wydał rozkaz o godzinie "W". Chociaż powstanie w sensie
militarnym nie objęło całej stolicy, to jednak w sensie geopolitycznym jego
znaczenie było dużo większe. Dotyczyło mianowicie nie tylko przyszłych losów
Polski jako takiej, ale w znaczącym stopniu losów Europy po II wojnie światowej.

Bezpośrednio przed wybuchem powstania następują wydarzenia o ogromnym znaczeniu:
6 czerwca 1944 r. na plażach Normandii lądują wojska amerykańskie i uderzają na
Niemcy. 20 lipca w kwaterze polowej Hitlera na Mazurach niedaleko Kętrzyna
dokonuje się zamach na wodza III Rzeszy. 22 lipca w Lublinie ujawnia się
marionetkowy komunistyczny PKWN, podległy bezpośrednio Stalinowi, który
osobiście decyduje o składzie personalnym tego "rządu polskiego". Na całym
ogromnym froncie wschodnim Niemcy cofają się wszędzie pod naporem
wielomilionowej Armii Czerwonej, której korpusy pancerne w ostatnich dniach
lipca 1944 r. dochodzą pod Warszawę.
Zdemoralizowane i pobite oddziały niemieckie w popłochu przeciągają przez
Warszawę. Na niebie panuje całkowicie lotnictwo sowieckie, a marszałkowie i
generałowie Stalina z całą determinacją atakują Niemców, planując szybkie
zakończenie wojny.
Sytuacja zmienia się niemal natychmiast po rozpoczęciu powstania w Warszawie. Na
osobisty rozkaz Stalina gigantyczna ofensywa sowiecka zostaje całkowicie
zatrzymana, a dokładniej zostaje zatrzymana wzdłuż środkowego odcinka Wisły.
Stało się coś niewyobrażalnego, coś, czego do dzisiaj niektórzy
historycy-ignoranci nie chcą zauważyć. Oto w sierpniu 1944 r., w szczytowym
okresie II wojny światowej, Hitler i Stalin z nienawiści do Polski ponownie
zawarli ze sobą układ. Układ oczywiście nieformalny, bo formalnym był ten z 23
sierpnia 1939 roku. Wehrmacht i Armia Czerwona zawarły nigdy niepodpisany układ
o zawieszeniu broni nad środkową Wisłą. Układ niepodpisany, ale realnie
istniejący. Na północ i południe od Warszawy ustały wszelkie działania bojowe
pomiędzy Niemcami i Rosjanami. Na całym ogromnym froncie od Bałtyku po Morze
Czarne toczyły się zażarte walki, ginęły w nich każdego dnia tysiące żołnierzy
sowieckich i niemieckich. Tylko nad Wisłą dwaj ludobójcy – Stalin i Hitler –
jakoby podawali sobie ręce!
Żołnierze niemieccy i rosyjscy przestali do siebie strzelać. Przyczyną było
Powstanie Warszawskie, a dokładniej ogólnopolska akcja "Burza" Armii Krajowej.
Dlatego w tym jednym Niemcy i Rosjanie się zgadzali: Polaków należy zniszczyć,
ich stolicę zburzyć, elity wytępić tak, aby zlikwidować dążenia
niepodległościowe. Był to wspólny interes polityczny Hitlera i Stalina.
Sowiecki marszałek Wasilij Czujkow, słynny dowódca m.in. obrony Stalingradu, w
swych odfałszowanych pamiętnikach wydanych już w latach 90., po upadku Związku
Sowieckiego, pisze wprost: "Wojnę można było zakończyć pół roku wcześniej – nie
w maju 1945, ale do grudnia 1944, gdyby nie decyzja Stalina wstrzymująca I Front
Białoruski w sierpniu 1944. (…) Moglibyśmy dojść dalej na Zachód, nie do
Berlina i nad Łabę, ale aż do Renu. Los wojny potoczyłby się inaczej. (…) Ileż
milionów istnień ludzkich udałoby się ocalić, iluż żołnierzy mniej by poległo".
Ale latem 1944 r. wydawało się, że z zasadniczych względów strategicznych
Rosjanie nie mogą zrezygnować z okazji przekroczenia linii Wisły, co dawałoby im
wyprzedzenie w ofensywie na Niemcy w porównaniu z aliantami. Stalin uznał
wszelako, że skuteczne unicestwienie AK i sił niepodległościowych Polski jest
więcej warte niż zajęcie Niemiec nawet po linię Renu. Dał w ten sposób ogromną
szansę aliantom, którzy po inwazji na kontynent europejski w Normandii 6 czerwca
1944 r. posuwali się w głąb Francji i Niemiec. Zatrzymanie przez Stalina pochodu
wojsk sowieckich na Zachód dało Niemcom szansę skutecznego rozbicia Powstania
Warszawskiego. Było oczywiste, że powstanie musi w końcu skapitulować. Niemal
żadna pomoc z zewnątrz nie nadchodziła; alianci co prawda zrzucali broń i
wyposażenie dla AK, ale musieli wykonywać loty z baz we Włoszech i z powrotem.
Stalin nie zgodził się bowiem na lądowanie na terenie zajętym przez armię
sowiecką. Niemcy zdobyli kolejno bohatersko broniące się dzielnice Warszawy;
przełomem było zdobycie Starego i Nowego Miasta, których załogi w znacznej
części zdołały ewakuować się kanałami do Śródmieścia. W tym okresie wojska
sowieckie nie udzielały walczącej Warszawie pomocy, chociaż nawet tylko stałe
loty nad Warszawą jednego myśliwskiego dywizjonu sowieckiego mogły wymieść znad
stolicy hitlerowskie eskadry bezkarnie niszczące bombami dzielnice mieszkalne i
oddziały AK. Mogli Rosjanie łatwo zniszczyć atakami lotniczymi stanowiska
niemieckiej najcięższej artylerii; nie podjęli w tym zakresie najmniejszej
próby. Stało się jasne, że dowództwo sowieckie stawia otwarcie na unicestwienie
Warszawy. W połowie września 1944 r. było oczywiste, że po 6 tygodniach walki
opór Warszawy może się załamać – zanim miasto zostanie całkowicie zniszczone.
Już po zakończeniu wojny w oficjalnym przemówieniu na Kremlu w czerwcu 1945 r.,
tuż przed udaniem się na konferencję Wielkiej Trójki do Poczdamu, Stalin chełpił
się i powiedział wprost do swoich marszałków i generałów: "To nie Niemcy, ale
Polska jest naszą największą zdobyczą wojenną". Być może to zdanie sowieckiego
dyktatora-ludobójcy stanowi klucz do zrozumienia sprawy polskiej w latach
1939-1945, w tym także Powstania Warszawskiego.

 

Józef Szaniawski

drukuj