Błogosławiona wina?

50 lat temu uwięziony w Komańczy
Prymas Stefan Kardynał Wyszyński pisał: "Ponawiamy
śluby ojców naszych i przyrzekamy, że z wielką usilnością umacniać i szerzyć
będziemy w sercach naszych i w polskiej ziemi cześć Twoją i nabożeństwo do
Ciebie, Bogarodzico – Dziewico, wsławiona w tylu świątyniach naszych, a szczególnie
w Twej jasnogórskiej stolicy". Dziś, gdy przygotowujemy się do obchodów
rocznicy Jasnogórskich Ślubów Narodu, wypada nam zacząć od słów zawartych
w tym samym tekście: "Stajemy przed Tobą pełni skruchy, w poczuciu winy,
że dotąd nie wykonaliśmy ślubów i przyrzeczeń ojców naszych".

Medialne wydarzenia ostatnich tygodni rozpętały dyskusję o wolności słowa
czy wyrazu artystycznego, uczuciach religijnych i przyzwoitości. Zderzyły
się po raz kolejny opinie liberalne i konserwatywne. Ale jak odnajdują się
w tym zwykli ludzie? Czasem z przerażeniem patrzymy na demonstrowane nam
w mediach objawy fanatyzmu muzułmańskiego, ale w gruncie rzeczy zazdrościmy
braciom muzułmanom, że potrafią strzec i bronić swoich świętości. Wiele środowisk
religijnych w Polsce opowiedziało się po stronie obrony uczuć wyznawców Mahometa.
Może to nieprzewidziany efekt działań tych, co chcieliby skłócić wszystkich
z wszystkimi? Bo jak nie wierzyć w spiskową teorię dziejów, gdy gazety w
kolejnych krajach przyłączają się do akcji, o której już wiadomo, że sieje
tylko zamęt i poczucie krzywdy powodujące chęć zemsty i odwetu?
Nie upłynęło wiele czasu od prowokacji z publikacją karykatur Mahometa, gdy
ukazała się profanująca najświętszy w naszej tradycji wizerunek Matki Boga
i Jej Syna okładka pisma, które właśnie chce wejść na polski rynek. Nawet
jeśli to przypadek, to wielce wymowny.
Gdy pracowałam na Jasnej Górze w poradni psychologiczno-religijnej dla młodych,
bezpośrednio mogłam doświadczyć, jaką moc ma to Oblicze i ile znaczy spojrzenie
w oczy Madonny z Jasnogórskiej Ikony. Nie zapomnę rozmowy z osobą, dziś blisko
związaną z Kościołem, która przyjechała na Jasną Górę tylko ze względów kulturowych,
aby swoim francuskim przyjaciołom pokazać najważniejsze dla Polaków miejsce.
Nigdy wcześniej nie miała żadnego stosunku do religii i Boga. A kiedy stanęła
naprzeciwko Obrazu, poczuła, że Maryja na nią patrzy. I właśnie ta chwila
odmieniła jej życie. Ile takich historii znają ojcowie paulini? A Polacy
rozsiani po całym świecie, którzy w najcięższych chwilach zabierali ze sobą
na tułaczą drogę mały obrazek Jasnogórskiej Pani, w Niej znajdując pociechę
i nadzieję na godne życie? Na stronie sekretariatu misyjnego ośrodka rehabilitacji
trędowatych napisaliśmy: "W niedzielnej Ewangelii człowiek chory na
trąd mówił do Jezusa ‚jeśli chcesz, możesz mnie uzdrowić’. Jezusowe ‚chcę’
przemieniło jego życie. Ale nie tylko jego – tysięcy, a może milionów trędowatych
na przestrzeni wieków. Tylko (lub prawie tylko) chrześcijanie owładnięci
Jezusowym duchem miłości miłosiernej od czasów św. Franciszka mają odwagę
dotykać człowieka trędowatego. Jednym z takich ludzi był ks. Adam Wiśniewski,
założyciel Jeevodaya, który do dalekich Indii zawiózł wizerunek Matki Bożej
Częstochowskiej. Ten sam obraz wisi dziś w prywatnej kaplicy dr Heleny Pyz,
która żyje wśród swoich trędowatych braci od 17 lat". To przecież jedna
z tak wielu historii.
A jaka była reakcja Polaków na skandaliczną okładkę? Nie wiem, czy ktoś przeprowadził
jakieś wiarygodne badanie opinii publicznej – ale wiem, że wielu ludzi musiało
zadać sobie pytanie: "Jaki jest właściwie mój stosunek do tej sprawy".
Jedna z moich rozmówczyń próbowała się głośno zastanawiać: "Czy mnie
to obraża, czy nie? Bo choć jeżdżę na Jasną Górę i kocham tę Matkę Bożą,
to z natury jestem tolerancyjna i nie mam nic przeciwko twórczości artystycznej".
A jeśli już wiem, że mnie obraża, to co mogę zrobić? Czy jestem skazany na
bezradność? Ojcowie paulini wezwali do modlitwy wynagradzającej – to sposób
działania religijnego. Twórcy witryny internetowej tolerancja.net zadziałali
środkami świeckimi – wezwali do bojkotu obywatelskiego produktów firmy wydającej
pismo i wszystkich reklamodawców wspierających je finansowo. Efekt był szybki.
Pierwsze firmy zadeklarowały wycofanie swoich reklam po kilkuset czy tysiącu
maili otrzymanych od swoich potencjalnych klientów. Wreszcie na przeproszenie
zdecydował się wydawca gazety. W swoim oświadczeniu napisał "W stronę
wszystkich, którzy poczuli się naszą publikacją dotknięci, chciałbym więc
skierować wyrazy ubolewania". Zastanawiające jest jednak wyjaśnienie
zamieszczone w jego liście: "Okładka numeru zerowego była wielokrotnie
konsultowana – najpierw wewnątrz redakcji, potem w środowisku mediów, prawników
i potencjalnych odbiorców. Wszędzie postrzegano ją jako bardzo wyrazistą
i dobrze oddającą charakter miesięcznika, który w założeniu ma opisywać złożoność
współczesnej popkultury". Czy zatem są już całe środowiska w naszej
Ojczyźnie, które nie tylko nie liczą się z uczuciami religijnymi, ale nic
o nich nie słyszały? Wydaje się, że tak. I to jest ta, jak sądzę, szczęśliwa
wina. Moja koleżanka musiała sobie odpowiedzieć, czy ma jakieś uczucia, których
chce bronić, tysiące ludzi odpowiedziało na apel obywatelskiego sprzeciwu,
dziesiątki tysięcy włączyły się w modlitwę, aby Polska była prawdziwym królestwem
Maryi i Jej Syna. Przeciwnicy Boga i liberałowie, którym obojętne jest, do
jakich symboli sięgają, musieli zobaczyć, że są świętości, których bezkarnie
deptać nie można. Może następnym razem się zastanowią, czy im się to zwyczajnie
opłaca.
Niedługo po złożeniu jasnogórskich ślubowań, w swoją niezwykłą pielgrzymkę
po polskiej ziemi wyruszyła Matka Boża w kopii Jasnogórskiej Ikony. Przestraszyli
się jej komuniści – szykanowali ludzi modlących się w świątyniach, a w końcu
aresztowali obraz. Wędrowała już tylko świeca i księga Ewangelii, a w kościołach
wystawiano pustą ramę. W życiu ludzi działy się jednak cuda przemiany, bo
i wtedy, i dziś aktualne są słowa o. Augustyna Kordeckiego, że Maryja "od
kolubryn burzących mocniejsza".

Anna Sułkowska

drukuj